„Powiązanie dusz”

DZIEŃ 1
– Babciu, zaparzyć Ci herbatę?
– Nie chcę… – zaakceptowałam wybór babci, także przeszłam do przedpokoju w celu wypakowania zakupów – Janeczku, nie!
Zdenerwowałam się nieco. Czy babcia popada w amnezję, że zapomina imienia własnej wnuczki?
– Babciu, ja się nazywam Nikola! Nie jakiś Janeczek!
– Woła mnie.
Teraz to wystraszyłam się nie na żarty. Babcia zachowywała się jakby była w transie – siedziała
nieruchomo na krześle, spoglądając nieustannie w sufit. Mimo wszystko słuchałam dalej…
– Nie, Janeczku, za wcześnie. Jest jeszcze czas. Tak, przyjdę do Ciebie, kochany. Nie teraz, proszę. Nie zabieraj mnie!
Wywnioskowałam, że babcia wcale nie zwracała się do mnie. To brzmiało jak dialog. Tyle tylko, że nikt nie odpowiadał… A co ma znaczyć „kochany”? Babcia musiała mieć na myśli kogoś konkretnego!
Pobiegłam szybko do salonu, w którym leżała mama.
– Kto to Janeczek?! – zapytałam nie od rzeczy.
– Słucham? O czym ty mówisz? – mama podniosła się z kanapy, wyraźnie zdziwiona.
– Babcia patrzy się w sufit i mówi coś do jakiegoś Janeczka! Ale nikogo tam nie ma! W dodatku prosi, by ten gość jej nigdzie nie zabierał!
– Co ty gadasz za głupoty… Babcia zawsze tak mówiła do mojego ojca. Ale on nie żyje od szesnastu lat! Nie wierzę. – mama powędrowała do jej pokoju, a ta, jakby nigdy nic, oglądała telewizję – Rozmawiałaś z kimś? – spytała babcię.
– Nie, Julciu. Z kim miałam rozmawiać tak wcześnie rano?
Mama pokręciła głową i wróciła do salonu. Nie odpuszczałam.
– Skoro z nikim nie rozmawiała, skąd bym wiedziała, jak mówiła na dziadka?!
– Nikola, przestań. Babcia pewnie sobie go wspominała, a ty zaraz jakieś pochopne wnioski wysuwasz i twierdzisz, że z kimś rozmawiała.
– Dobra, jeszcze się zdziwisz! Następnym razem to nagram.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że następny raz już nigdy nie nadejdzie.
Coś było nie tak. Mieszkamy w tym małym domku na przedmieściach od roku – a dokładniej od czasu, gdy babcia utraciła swoją witalność i nie była już zdolna do zajmowania się domem wraz z ogrodem. Jednak nigdy nie działo się nic podobnego. Ach, babcia zawsze była żartownisią, może jaja sobie robi i teraz śmieje się ze mnie.
Wróciłam więc do jej pokoju, próbując wyjaśnić tą sytuację.
– Naprawdę słyszałam, jak się do kogoś zwracałaś „Janeczku”. Brzmiało to jak niepełny dialog. Żartujesz sobie ze mnie?
– Nie wiem, o czym mówisz, dziecko. Nie mam już humoru na żarty. Mogłabyś zrobić mi herbatę?
– Przed chwilą nie chciałaś!
Babcia zrobiła zdziwioną minę. To nie były żarty.
– Nie, słoneczko. Możliwe, że nie usłyszałam. Wiesz dobrze, że musisz się zwracać do mnie wyraźniej niż kiedyś.
Zaraz zwariuję! Chyba mi wyobraźnia za bardzo działa.
Zrobiłam herbatę i poszłam do pokoju mojej pięcioletniej siostry Mai, aby spytać, czy nie zauważyła nic dziwnego w zachowaniu babci. Po rozmowie stwierdziłam, że skoro dziecko nie ma żadnych zastrzeżeń, to ja, siedemnastolatka, tym bardziej nie powinnam ich mieć. W końcu to maluchy mają najbardziej wybujałą wyobraźnię.
Cały dzień smażyłam się na ogródku i już nie miałam styczności z babcią. Lipiec, w końcu koniec gimnazjum… Skończyłam w tym roku siedemnaście lat – poszłam do podstawówki rok później z powodu moich początkowych problemów z wymową. Teraz jest już wszystko w porządku, dzięki pomocy znajomego logopedy. Dałam podanie do liceum, które jest usytuowane niedaleko naszego poprzedniego mieszkania, w środku miasta. Nie przeszkadzają mi dojazdy nyskami, zresztą nie mam nic do gadania – to jedyny dojazd z przedmieść. Problemy z owym transportem pojawiają się jedynie, gdy doskwiera słońce – wówczas jest niewyobrażalnie duszno i już nie raz zdarzały się omdlenia.
Dzisiejszego dnia szybko położyłam się spać.
DZIEŃ 2
W nocy obudził mnie huk tłukącego się szkła. Spojrzałam na zegarek – trzecia w nocy. Babcia by o
tej godzinie chodziła po kuchni? Niemożliwe. Wyskoczyłam z łóżka i na miejscu zdarzenia spotkałam rodziców oraz wystraszoną Maję. Pierwszą myślą każdego z nas była babcia. A jej brak. Odprowadziłam siostrę do jej pokoju, gdy nagle usłyszałam załamany krzyk mamy.
– Nie, tylko nie to!
Siostra pobiegła ze mną w kierunku pokoju babci, skąd dochodził płacz. Domyślałam się, co się stało.
Wkrótce przyjechał lekarz i stwierdził zgon, dopiero co. Poczułam się niepewnie… Czy szklanka była jego oznaką?
Rano, po nieprzespanej nocy weszłam do kuchni i usłyszałam rozmowę rodziców na temat pogrzebu.
Będzie wypadał on prawdopodobnie w piątek o godzinie 13:00. Postanowiłam zajrzeć do pokoju babci. Dopiero teraz zauważyłam, jak kochała ona swojego męża. Wszędzie widniały jego zdjęcia, a w albumach były schowane zżółknięte listy, które do niej pisał.
Teraz przypomniało mi się, co babcia mówiła poprzedniego dnia. „Nie, Janeczku, za wcześnie. Jest jeszcze czas. Tak, przyjdę do Ciebie, kochany. Nie teraz, proszę. Nie zabieraj mnie!” – czy to możliwe, że nawiązała kontakt ze swoim mężem? Mam wrażenie, jakby to on zabrał ją do siebie.
Nie no, co za bujdy! Babcia była na skraju śmierci, miała prawo majaczyć.
Wróciłam do kuchni, zjadłam śniadanie i dołączyłam się do rozmowy rodziców. Po dłuższym czasie zdziwiło mnie, że Mai z nami nie ma – zawsze wszystkich budziła. Poszłam do jej pokoju – nie ma jej! Biegałam po mieszkaniu od salonu po łazienkę, aż znalazłam ją w… pokoju babci, oglądającą stojące na stoliku zdjęcia! Wyraźnie wystraszyła się na mój widok. Dziwne, że nie bała się tu wejść po tym, jak lekarz stwierdzał zgon babci na jej oczach.
– Co robisz, mała?
– Ten pan… – wskazała na zdjęcie dziadka – Widziałam go w nocy.
Spojrzałam litościwie na siostrę i wytłumaczyłam, że szok może powodować sny o ludziach, których widzimy choćby na zdjęciach.
– Ale ja nie widziałam tych zdjęć! Nie wiem co to za pan! – zaprotestowała.
– To dziadek. Na pewno babcia pokazywała Ci jego zdjęcia.
– Nikolka… On mówił, że babcia czuje się dobrze. Dlatego przyszłam tutaj, myślałam, że wróciła…
Zakręciło mi się w głowie. Ta szklanka, która spadła ze stołu w godzinę śmierci babci, teraz wizja mojej siostry. Jak się później okazało, na tym się nie skończyło…
Owładnęła mną przerażająca cisza. W tym pokoju zawsze coś rozbrzmiewało. Nagle zorientowałam
się, czego mi brakowało – tykania starego, stojącego zegara. Zamarłam, widząc na jakiej godzinie się zatrzymał – 3:00!
Wykluczyłam popołudnie, gdyż babcia na pewno wówczas by się uskarżała – zegar ten pomimo wieku, działał bez zarzutów. Wzięłam siostrę za rękę i zalana potem wybiegłam z nią do kuchni. Popołudniem rodzice pojechali załatwiać sprawy dotyczące pogrzebu, a ja przy okazji zabrałam siostrę do miasta, aby choć troszkę odreagować stres. Nie na długo.
DZIEŃ 3
Zobaczyłam babcię. Zamachała do mnie i powiedziała swoim ciepłym głosem „odnalazłam swój skarb,
jestem szczęśliwa”, po czym zniknęła bez śladu. Zaraz potem się obudziłam – 3:00. Czy to jakieś fatum, do cholery? Wstałam, aby napić się wody. W przedpokoju natknęłam się na mamę i Maję. Obie były blade.
– Coś się stało? –spytałam, mama jednak zbyła mnie machnięciem ręki i wróciła do swojej sypialni. Powtórzyłam więc pytanie Mai.
– Widziałam babcię.
– Co Ci mówiła?
– Nie pamiętam… Coś znalazła… Boję się, Nikolka.
Postanowiłam, że resztę nocy spędzę z siostrą – zabrzmi to infantylnie, ale cholernie się bałam. Mimo, że nie miałam w sumie czego.
Obudziłam się w idealnym momencie – usłyszałam rozmowę przez telefon mamy z ojcem, który akurat miał całodobową trasę swoim tirem. Mimo, że gadka była wyrwana z kontekstu, bo słyszałam tylko jedną osobę (pomijając fakt, że tym razem mama nie dała na głośnomówiący jak to robiła zazwyczaj) ale to, co mama mówiła do słuchawki, brzmiało jednoznacznie:
„Naprawdę? Mi też, w dodatku machała! Mówiła o jakimś skarbie… Tak, o tej samej godzinie. Zdaje mi się,
że ona chce nam coś przekazać…”
Gdy zakończyła rozmowę, wyszłam i jakby nigdy nic zagadnęłam ją:
– Jak Ci się spało, bo chyba nieciekawie, skoro szwendałaś się w nocy po kuchni?
– No tak, stres związany z pogrzebem daje o sobie znać.
– A śniło Ci się coś?
– Nic szczególnego…
– Kurczę, przestań mnie oszukiwać, widzę przecież, co się dzieje! – wybuchłam – Tobie też śniła się babcia, tak jak nam wszystkim! Mówiła, że znalazła jakiś skarb, prawda?!
– Nikola, cicho… – mama wyraźnie zbladła. – To przez stres.
– Przez stres?! – zauważyłam, że sama nie wierzy co mówi – Jakim prawem wszyscy mamy ten sam sen, o tej samej godzinie? To nie jest normalne, mamo. Babcia chce nam coś powiedzieć. Wiesz to tak samo jak ja i nie ukrywaj!
– Szczerze? Owszem, wydaje mi się to podejrzane. Jednak to nic dziwnego mieć sporadyczny kontakt z kimś zmarłym. Dziadek po śmierci także ukazywał się babci. Wierzę, że dusze ludzkie zostają na tym świecie i nie powinno być w tym nic dziwnego, jasne?
Wtedy coś mnie tknęło.
– A gdzie pochowany jest dziadek? Właściwie to jak on umarł? Nigdy nie odwiedzaliśmy go na żadnym cmentarzu.
Mama zakłopotała się.
– Dziadek dużo podróżował. Zaginął gdzieś nad morzem. Prawdopodobnie się utopił.
– Czyli nie jesteś pewna, że on nie żyje?!
– Jestem pewna, że nie żyje, bo zanim spóźnioną informację o zaginięciu zgłosił nam jego kolega, babcia zobaczyła w nocy dziadka mówiącego, że nikt ma się o niego nie martwić, bo „tamten świat” jest piękny.
To są jakieś żarty. Albo ten dom jest nawiedzony, albo nasza rodzina! Wszyscy widzimy zmarłych?
Niczym ze słabego horroru! Zaczynam się obawiać, że z dziadem stało się coś złego, w końcu niecodziennie ktoś ginie podczas wycieczki i nikt nie wie co się z nim stało. Co do babci też zaczęłam odczuwać jakieś inne uczucia. Zwykle była mi obca, czułam się bardziej jak jej służąca niż wnuczka. Myślę, że coś ukrywała… Koniecznie muszę się tego dowiedzieć.
DZIEŃ 4
Obudziłam się przez nagłe poczucie chłodu. Otworzyłam oczy domyślając się godziny – słusznie, 3:00.
W sumie, nie robi już to na mnie większego znaczenia. W końcu nic nam nie groziło – przecież babcia by tego z pewnością nie chciała.
Nagle, ni stąd, ni zowąd ktoś przemknął bezszelestnie obok moich otwartych drzwi. Zdołałam zobaczyć zaledwie cień. Ale zadałam sobie pytanie: czy człowiek byłby zdolny poruszać się tak cicho? Z całą pewnością NIE.
Sytuacja ta szybko  się wyjaśniła – usłyszałam bowiem pełen przerażenia krzyk siostry i już po
chwili wszyscy zebraliśmy się w jej pokoju.
– On tu był! Boję się… – pierwszy raz widziałam moją śliczną, złotowłosą siostrę w takim stanie! Jej błękitne oczy w morzu łez zdawały się być jeszcze piękniejsze niż zwykle. Zawsze zazdrościłam jej wyglądu – od chwili gdy ją pierwszy raz w dniu narodzin wzięłam na ręce. Ja nie byłam tak ładnym dzieckiem, a tym bardziej nie miałam tego koloru włosów. Swoje rok temu przefarbowałam, bo nie mogłam znieść tego „gołębiego” odcienia. Teraz poszczycić się mogę chociaż bordową, krótką ale bujną czupryną idealnie pasującą do moich soczyście zielonych oczu.
– Maju, a może chciał Ci coś powiedzieć? – przerwałam swoje przemyślenia.
– Nie wiem, ale ja nie chcę już spać sama…
– Przekaż w jakiś sposób babci, by to się uspokoiło, bo Majce to na psychice siądzie! – szepnęłam mamie do ucha i zabrałam siostrę do swojego pokoju z przeczuciem, że to jeszcze nie koniec. Zostawiłam matkę bladą jak ścianę, co bardzo kontrastowało z jej ciemnymi, długimi włosami i brązowymi oczyma. Od razu przypomniał mi się jej wyraz twarzy po urodzeniu Mai. Była niesamowicie wyczerpana i wyglądała jak upiór – nikomu nie życzę tak nieodpowiedzialnych lekarzy, by dopiero po pełnej dobie rodzenia zadecydowali o cesarce!
Zaledwie zdołałam poprosić Maję, aby w razie jakichkolwiek wydarzeń zachowała spokój,
a już poczułyśmy ten sam przeszywający chłód co wcześniej. W całym pokoju rozległy się jakieś niewyraźne szepty, brzmiące jak echo. Starając się wyłapać z nich jak najwięcej informacji, gestem dłoni uspokoiłam drżącą siostrzyczkę.
„Powiedz im… Musisz odpocząć… Dziś jest ostatni dzień, Janeczku… Musisz zaznać wiecznego
odpoczynku… Ile można? Oni Ci pomogą…” – to z pewnością mówiła babcia do dziadka! Ja nie mogę, co się tu wyrabia… Jakby ktoś mi opowiedział o czymś takim, pomyślałabym, że ta osoba coś bierze i prędko wysłałabym ją do psychiatryka. Bardzo mnie zastanawia to, co usłyszałam, a zwłaszcza o tym „ostatnim” dniu.
– Nikolka… – załkała Maja – Niech oni sobie idą!
Nie wiedziałam kompletnie, jak mam ją uspokoić, więc stwierdziłam, że powiem po prostu prawdę w lekkiej wersji.
– Słuchaj. Babcia do nas nie wróci już nigdy w dzień, ale wciąż możemy ją słyszeć lub widzieć w nocy i ona w ten sposób nas odwiedza, nie zrób jej przykrości i nie bój się…
Zdołałam zauważyć, że siostry to nie przekonało, ale nic innego na obronę zaistniałej sytuacji nie miałam.
Pogrzeb babci. To pierwszy pogrzeb, w którym uczestniczę. Mimo wszystko czuję spokój ducha. Myślę, że wpłynęła tak na mnie jej conocna obecność. Cały czas jednak zastanawia mnie, gdzie znajduje się ciało dziadka – mam dziwne przeczcie, że nie do końca jest tak, jak powiedziała mama.
Zaraz po pogrzebie weszłam do pokoju babci w celu jego przeszukania. Wiem, że to wścibskie, ale sumienie nie dawało mi spokoju. W dodatku czułam jej obecność i wiem, że jeśli by jej to nie pasowało, zaraz oberwałabym jakimś obrazem w łeb. Tak, Nikola, rób sobie żarty! W dodatku zostałam w domu sama, rodzice z siostrą pojechali odreagować wszystkie wydarzenia parę kilometrów stąd, na wieś do rodziny ojca i wracają nazajutrz.
Gdzie jest dawna ja? Nie wiem, skąd we mnie tyle odwagi i zaufania! Nie wierzę w to, co się dzieje. Prawdziwa
ja spakowałaby walizy i ruszyła z rodziną gdzie pieprz rośnie, byle by nie zostać w tym domu! Prawdziwa ja prędzej narobiłaby w gacie, aniżeli własnowolnie została w tym domu sama. Czuję, jakby ktoś mnie prowadził, jakbym miała wyznaczony cel, do którego dążę bez żadnego „ale”…
Postanowiłam zacząć od albumów. Dopiero teraz zauważyłam, jaka moja babcia była piękna.
W młodości miała ten sam kolor włosów co Maja. Nawet były tak samo długie i niesforne. Cudowne. Teraz też dostrzegłam, po kim odziedziczyłam tak soczyście zielone oczy – ani tata, ani mama takich nie mają. W pewnym momencie poczułam nieznaną dotychczas więź, ukrywającą się tyle lat. To ten brak rozmów, a tym samym chłodność relacji tworzyła naszą oziębłość w stosunku do siebie. Zatęskniłam za babcią. Postanowiłam dziś nie spać, musiałam z nią porozmawiać. Wiedziałam, że ona się zjawi.
DZIEŃ 5
Minęła północ. Udało mi się znaleźć przedziwny list, wysłany do babci szesnaście lat temu i… 3 lipca!
Tego właśnie dnia zmarła babcia, tylko że w tym roku. Cholera! Kolejny zbieg okoliczności? Nie sądzę.
„Kochana Krysiu!
Czuję się wspaniale. Za kilka godzin będę już przy Tobie. Tak się cieszę, że znowu uściskam moją Nikolkę. Wiesz Kochana, ona jest inna, widzę w niej duży potencjał. Nikolka nie jest zwykłym dzieckiem – Ona jest magiczna, co przyprawia mnie i w strach i w ekscytację jednocześnie. Zdaje mi się, że będzie miała na nas zbawienny wpływ…
Kocham i całuję,
Twój Janeczek”
Rozsiadłam się w fotelu z listem w ręce i jeszcze parę razy sobie go na głos przeczytałam. Chwilę później
poczułam zmęczenie – zamknęłam oczy…
„Powiedz jej! Ona Cię znajdzie! Należy Ci się wieczny odpoczynek, a Tyś jak zwykle marudny! Gdybyś powiedział to mi, gdy żyłam, już dawno spoczywałbyś na cmentarzu, ale jak zwykle nie chciałeś mnie denerwować i mówiłeś, że porwały Cię fale!” – z początku myślałam, że to sen. Jednak pomimo pobudki, dwa głosy nieustannie ze sobą dyskutowały prawie niesłyszalnym szeptem. Miałam wielką ochotę odezwać się, ale poczułam dziwny ucisk w gardle – nie mogłam wydusić z siebie nawet najmniejszego pisku! Bezradnie słuchałam cichego dialogu pomiędzy dwoma niewidocznymi istotami:
„On mnie zabił, rozumiesz? Zadźgał nieopodal domu, pochował na skraju lasu tam, gdzie Julka będąc małą dziewczynką bawiła się z Tobą w chowanego! Pod dechami tej starej chatki! A jego ciało…” – w tym momencie, niedokończywszy, głos dziadka rozpłynął się wraz z towarzyszącym temu echem. Zauważyłam, że to już świt.
Nie jestem pewna, czy nie przekręciłam wypowiedzi dziadka, ale pomimo wszystko postanowiłam to sprawdzić.
Moja rodzinka wróciła w samo południe, więc postanowiłam pod pretekstem wyrwania się z domu i szczerej rozmowy zabrać mamę do lasu, aby wskazała mi swoje dawne miejsce zabaw. Kiedy ją o to poprosiłam, machnęła ręką stwierdzając, że nie zamierza spacerować po lasach, bo o tej porze jest tam wiele kleszczy.
Poczułam się odpowiedzialna za dobro dziadka i za cel dałam sobie samodzielne odnalezienie owej chatki.
Spacerowałam dobre trzy godziny, przeszłam las wzdłuż i wszerz nie bojąc się zgubienia, bowiem jest on niewielki i od każdej strony prowadzi do jakiejś wioski.
Poszłam w głąb lasu, gdzie nikt zdaje się nie chodzić i znalazłam! O matko, ale ciarki mnie przeszły. Dalej nie dochodzi do mnie, jakim cudem nie wzięłam ze sobą nikogo i tak mi to łatwo poszło – jakbym to nie była ja! Przecież nigdy nie potrafiłam zachować zimnej krwi, a tu proszę…
Zadzwoniłam na policję. Nie wiem czego ja oczekiwałam… „Skąd Pani wie, że tam został ktoś
pochowany?” – a bo, do cholery, duchy mi to wyszeptały! Parodia. Co ja mam powiedzieć? Jak się okazało, po dłuższej rozmowie i zapewnianiu, że to nie żarty ani próba uprowadzenia, zbyli mnie. Chciało mi się płakać. Czy oni myśleli, że w środku lasu czeka na nich psychopata chcący siekierą pozbawić życia niewinnych policjantów? A nuż mają coś na sumieniu.
Jakaś niewidoczna moc pchała mnie ku tej chatce. W dobro dziadka postanowiłam tam wejść.
Otworzyłam zarośnięte mchem, wyjedzone przez korniki ale mimo wszystko solidne drzwiczki, gdy nagle… BUM!!!
Dopiero teraz dojrzałam linę przymocowaną do nich. Coś spadło nieopodal mnie – to człowiek! Pomyślałam, że umrę! W sekundę poczułam gorąco zalewające mnie od stóp do głów. Leżał on, a właściwie jego wrak, obrócony twarzą do ziemi z liną obwiązaną wokół szyi! Widocznie ktoś dobrze to zaplanował, żeby po otwarciu drzwiczek coś spowodowało upadek wisielca. Zakręciło mi się w głowie na myśl, że to może być mój dziadek…
Czując, że dłużej nie wytrzymam napięcia, pędem ruszyłam przed siebie rozpaczliwie szukając drogi do domu. Gdy w ogrodzie spotkałam mamę, złapałam ją za rękę chaotycznie tłumacząc zaistniałą w lesie sytuację. Mama mimo wszystko postanowiła najpierw zadzwonić na policję, która tym razem zgodziła się przyjechać. Wsiadłyśmy do radiowozu. Cała roztrzęsiona starałam się naprowadzić policjanta na dobrą drogę. Było już ciemno. W końcu zatrzymaliśmy się w miejscu, które dobrze poznałam po wielkim pniu.
To nie był dziadek.
Człowiek ten samodzielnie wszystko zaplanował w najdrobniejszych szczegółach, a wspiął się na drzewo dzięki na biegu wbitych, podłużnych kawałkach drewna. Policjanci szybko też stwierdzili, że w takim razie coś musi być ukryte w tej chatce, skoro chciał zwrócić uwagę na siebie. Chwilę później roiło się od radiowozów. Natłok wrażeń spowodował swoje – zemdlałam.
DZIEŃ 6
Obudziłam się bardzo wcześnie i zdziwiło mnie, że mimo wszystko ani razu nic mnie w nocy nie
obudziło. Przypomniawszy sobie wczorajszą akcję, wyskoczyłam z łóżka i poszłam do kuchni, w której siedziała znowu cała blada mama.
Zobaczywszy mnie, poderwała się z miejsca i mocno przytuliła.
– Nikola, jesteś wspaniała! – szlochała – Po tylu latach… Ten facet co się powiesił, ukrył pod dechami tej chaty ciało dziadka! A najgorsze jest to, że ten facet był jego kolegą ze zdjęć, które mama mi kiedyś pokazywała. Zawsze mówiła, że źle mu się z oczu patrzyło, zwłaszcza, że podczas tamtego wyjazdu mój ojciec się z nim pokłócił! Twój dziadek jest Ci bardzo wdzięczny, wkrótce pochowamy go koło babci. – zastanowiła się chwilę – Ciebie też nic już nie budziło?
– Nie.
Mama uśmiechnęła się.
– To znak, że wszystko wróciło do normy. Widzisz, zmarli najwyraźniej kontaktują się, gdy potrzebują pomocy żywych.
Jednak byłam bardziej związana z babcią niż myślałam. Z dziadkiem również – pomimo, że widział mnie jedynie jako niemowlę. Takich więzi nie da się opisać.
Dodał(a) Paulina C
Dnia piątek, 02 Sierpień 2013
Kategoria Poezja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.