Podroże z zaświatów

Wstęp

Cześć! Nazywam się Kaja Livo. Mam 17 lat. Jestem dość wysoką dziewczyną. Mam brązowe oczy i brązowe włosy. Ostatnio przeprowadziłam się do Warszawy wraz z moją rodziną. Moja mama nazywa się Monika i ma 37 lat. Jest blondynką o jasnej karnacji. Można by pomyśleć, że zanim włożyła ubranie wytarzała się w kredzie. Ma czerwono-złote oczy, ponieważ nosi soczewki kontaktowe. Z zawodu jest chirurgiem plastycznym. Mój ojciec nazywa się Peter i ma 38 lat. Ma ciemniejszą karnacje, brązowe włosy i brązowe oczy tak jak ja. Z zawodu jest piłkarzem. Na dodatek mam jeszcze brata. Nazywa się Tomek i ma 12 lat. Jego ciemna karnacja świetnie komponuje z błękitnymi oczami. Mam dużą rodzinę, ale większości nie znam. Moich kuzynek i kuzynów nie da się zliczyć. Opowiem wam historię, która wstrząsnęła moim życiem.

Rozdział 1. – „Niezwykła wiadomość”.

Pewnego słonecznego dnia mama poprosiła mnie, żebym zeszła do kuchni. Miała mi coś ważnego do powiedzenia. Zeszłam, więc na dół i spytałam.:
– Co chciałaś, mamo?
– Może lepiej usiądź, ponieważ to bardzo szokująca wiadomość. – powiedziała
Obydwie usiadłyśmy na krzesłach. Po minie mamy było widać, że to naprawdę coś ważnego.
– Córciu, posłuchaj mnie. Jak ci to powiem możesz krzyczeć na mnie do woli. – rzekła – Twoja babcia nie umarła.
Serce biło mi jak nigdy dotąd. Na początku nie wierzyłam własnym uszom. Nie czułam złości do nikogo. Byłam po prostu w szoku.
– Mamo, ale to nie może być prawda, przecież byliśmy na jej pogrzebie. Dlaczego ukrywałyście to przede mną?
Mama udawała, że nie usłyszała mojego pytania.
– Babcia dzwoniła do mnie dzisiaj i chciała się z nami spotkać jutro wieczorem. Chyba nie masz nic przeciwko temu?
– Nie, nic nie mam przeciwko.
Mama zaczęła sprzątać w kuchni, a ja udałam się do swojego pokoju, żeby jeszcze raz to przemyśleć. Zanim się obejrzałam była już prawie północ. Poszłam, więc do łazienki, żeby się wykąpać.
Nazajutrz poszłam do szkoły uradowana. Fakt, że moja babcia żyje był nie do opisania. Nie pamiętam jej, ponieważ zmarła, gdy miałam trzy lata. Z opowiadań wynikało, że była cudowna. Gdy skończyły się zajęcia, pojechałam jak najszybciej do domu, by odrobić lekcje i przygotować się do odwiedzin u babci. Wydawało mi się, że czas płynie dużo wolniej.
Wreszcie przyjechała mama. Zbiegłam szybko na dół i zaczęłam wkładać kurtkę.
Droga do domu babci trwała wieczność. Lecz, gdy wjechaliśmy do lasu zaczęłam się trochę bać. Okazało się, że babcia mieszka w samym środku lasu, nieopodal łąki. Dom był pomalowany na biało. Miał przyciemniane szyby, co mnie bardzo zaskoczyło. Mama wjechała na podjazd i natychmiast uchyliły się drzwi wejściowe od domu. Stanęła w nich niska, starsza pani. Miała siwe, kręcone włosy i bladą cerę taką jak mojej mamy. Bardzo dziwne były jej oczy takie trochę czerwone i troszeczkę żółte. Moja mama na jej widok rozpromieniła się.
– Witajcie! – wykrzyknęła – Co u was słychać?
Kobieta podbiegła do nas bez najmniejszego wysiłku. Wyszłyśmy razem z samochodu.
– Cześć! – odpowiedziała mama – To jest moja córka, Kaja.
Wskazała ręką na mnie. Babcia rozpromieniła się jeszcze bardziej. Nie wiedząc, co zrobić odwzajemniłam jej się uśmiechem.
– Proszę, wejdźcie do mojego domu.
Mama zamknęła samochód i razem poszłyśmy za babcią w stronę jej domu. W środku znajdowały się przedziwne sprzęty i książki. Między innymi jakiś patyk, kociołek i szpiczasta tiara . Nawet w kuchni były słoiki, w których pływały przeróżne rzeczy. W jednym z nich było prawdziwe oko.
Babcia zaprowadziła nas (prawdopodobnie) do salonu, który był tak samo dziwny jak inne pokoje. Usiadłyśmy na sofie, a babka przyniosła dzbanuszek z herbatą i ciasteczka z czekoladą.
– Jak się cieszę, że zdecydowałyście się przyjechać do mnie. – powiedziała.
– My również się cieszymy. – opowiedziała mama.
Ja siedziałam cicho i spokojnie na sofie, przysłuchując się rozmowie.
– Córeczko, babcia ma tobie do opowiedzenia pewną historię o naszej rodzinie.
Nie wiedziałam, co powiedzieć, więc tylko skinęłam głową.
– My jesteśmy inną rodziną niż taką, jaką mają twoje koleżanki. To bardzo dziwna historia, więc możesz w nią nie uwierzyć. Jak chyba wiesz twój dziadek Edward kiedyś został zabity na wojnie. Lecz to nie była zwykła wojna. Tą wojnę prowadziły…- zawahała się na chwilę – wampiry i wilkołaki.
Mój mózg nie wytrzymywał takiego napięcia. Bardzo lubiłam historie fantastyczne, ale ta była wyjątkowo szokująca.
– Ja jestem w połowie wampirem i czarodziejką, dlatego widziałaś wchodząc do mojego domu te wszystkie dziwne przedmioty.
Rozejrzałam się po pokoju jeszcze raz. Na półkach zauważyłam książkę pod tytułem „Wielka księga zaklęć”.
– To nie może być prawda!- wykrzyknęłam nie mogąc się opanować – Przecież ja żyje tak normalnie.
Babcia otworzyła oczy szerzej, a mama popatrzyła się na mnie ze zdziwieniem.
– Naprawdę? Nic ci się dziwnego nie przydarzyło? – zapytała.
Pomyślałam przez chwilę i przypomniałam sobie o tym, że jak byłam wściekła na tatę to pospadały wszystkie książki z półek, a w szkole na lekcji zamieniłam kolor włosów nauczyciela z czarnego na różowy.
– Już sobie przypomniałaś? – spytała babcia.
– Tak! – odpowiedziałam.
– A wiesz coś o moich rodzicach? – kontynuowała opowieść babcia – Mój ojciec Karol był wampirem, ale moja matka Ela była czarownicą. Ty, jako moja wnuczka jesteś i wampirem i czarodziejem, lecz objawiasz się, jako czarownica. Twoja mama zaś bardziej objawia się, jako wampirzyca. Twój ojciec jest zwykłym śmiertelnikiem. Pewnie się zastanawiasz, czemu twój dziadek walczył na tej wojnie jak on był człowiekiem a nie żadnym wampirem czy wilkołakiem. Przed bitwą historia potoczyła się trochę inaczej, ponieważ wtedy zamieniłam go w wampira. Ach… jeszcze nie wspomniałam ci o tym, że istnieje świat takich ludzi jak wampiry, wilkołaki czy czarodzieje. Mamy różdżki, ważymy eliksiry i nawet latamy na miotłach, ale to było tylko o możliwościach czarownicy. Wampirzyca może trochę więcej np. zamiast latać na miotłach potrafią zrobić to samodzielnie, umieją również szybko biegać i mają bardzo dobry słuch i węch. Wampiry nie starzeją się, lecz ja jestem tylko w połowie nim, dlatego właśnie ja się starzeje. Jak mi nie wierzysz to coś ci wyczaruje.
Nagle wstała i dosłownie po sekundzie stała z owym patykiem, który zauważyłam jak wchodziłam do domu.
– To jest czarodziejska różdżka! – wykrzyknęła.
Machnęła nią dwa razy i powiedziała:
– Ekspers.
To słowo okazało się zaklęciem wyczarowującym lizaka. Babcia podała mi go i zapytała:
– Już mi wierzysz?
– Tak, tak! –odpowiedziałam.

Rozdział 2. – „Latanie”.

Po chwili wskoczyłam babci na plecy i wyleciałyśmy przez okno. Nie dało się opisać, jakie to uczucie tak swobodnie sobie latać. Skakałyśmy z drzewa na drzewo. Nagle babcia stanęła na szczycie jednego z nich. Widok był wspaniały, widać było cały las, nawet domy. Zauważyłam, że babcia nie zatrzymała się bez powodu. Ktoś skakał po drzewach z niesamowitą szybkością. Musiał to być wampir (lub wampiry), bo nikt inny, by tego nie dokonał. Babcia raczej nie była zadowolona z tego, więc szybko pobiegła do domu.
Mama czekała na nas na sofie, popijając herbatę. Ucieszyła się na nasz widok. Nagle ktoś zapukał do drzwi wejściowych. Babcia słysząc to pukanie od razu się rozpromieniła. Chyba już wiedziała, kto tam stoi, lecz ja z mamą nie miałyśmy zielonego pojęcia. Babcia pobiegła do drzwi i je szybko otworzyła. W drzwiach stała kobieta i mężczyzna o białej cerze. On był grubym, lecz wysokim mężczyzną. Miał czarne włosy związane w kucyka i czerwone oczy. Ona była wysoka i chuda. Miała blond włosy i czerwone oczy.
– Witaj! – powiedziała kobieta.
– Och… Witaj! – powiedziała babcia – Nie miałam pojęcia, że się tu pojawicie. Wejdźcie! Nie zgadniecie, kto mnie dziś odwiedził!
– Raczej nie.
Pewnie to były te wampiry, którego razem z babcią zauważyłyśmy w lesie. Ciekawe jak się nazywają.
– Odwiedziła mnie moja córka Monika wraz z moją wnuczką Kają.
Wszyscy troje weszli do salonu. Moja mama bardzo się ucieszyła. Wstała i zaczęła witać się z przybyszami.
– Kaju – rzekła babcia – to jest Maria. Siostra twojego dziadka.– wskazała na kobietę – A to jej mąż James. – wskazała mężczyznę – On dopiero od dawna jest wampirem. Przyjechał z ameryki, a studiował w Polsce, więc bardzo dobrze umie mówić w naszym języku.
Wstałam z sofy przywitałam się. Wszyscy usiedliśmy na kanapie, a babcia podała mi i mamie jeszcze trochę ciasteczek.
– Jak tam u ciebie, Moniko? – zapytała Maria.
– Bardzo dobrze. Nie dawno się tutaj przeprowadziłam z rodziną. Miło ciebie znów zobaczyć.
Maria wyglądała jak bogini, byłam bardzo podobna do niej. Byłam jak jej kopia. Różniło nas to, że ja miałam ciemniejszą cerę niż ona i ja byłam brunetką a ona blondynką. Spojrzałam na zegar, który wisiał obok okna. Była już prawie północ! Powinnyśmy się zbierać. Mama cały czas rozmawiała z Marią, a babka opowiadała coś Jamesowi w nieznanym mi języku. Zaczęłam ziewać, a oczy powoli mi się zamykały.
– Mamo, powinnyśmy się zbierać. Jestem trochę zmęczona. Zresztą jutro mam sprawdzian z matematyki. Muszę być wypoczęta.
– Ojej… Nie wiedziałam, że to już ta godzina. Oczywiście, że idziemy! Jutro mam na pierwszą zmianę w szpitalu.
Wstałyśmy i zaczęłyśmy zakładać kurtki. Pożegnałyśmy się z babcią i przybyszami. Gdy już wsiadłyśmy do samochodu, prawie zasnęłam.

Rozdział 3. – „Portal”

Nazajutrz w szkole dowiedziałam się, że moja paczka wybiera się do kina w piątek. Po lekcji matematyki i bardzo trudnym sprawdzianie, odetchnęłam z ulgą wychodząc z klasy. Tak się cieszyłam, że jeszcze tylko jedna lekcja.
Niespodziewanie pod moją szkołą pojawiła się babcia. Nie wiedziałam, dlaczego. Byłam uradowana na jej widok. Bardzo się zmieniła. Jej włosy nie były siwe i kręcone, lecz czarne i proste. Podbiegłam do niej potrącając kilku uczniów.
– Witaj! – powiedziała babcia, gdy już stanęłam przed nią.
– Cześć! – odpowiedziałam.
– Dzisiaj ja ciebie zabieram do… Z resztą sama zobaczysz! Chcę ci coś pokazać. Pamiętasz może jak ci mówiłam o świecie czarodziejów, wampirów i wilkołaków?
– Tak, pamiętam.
Miałam przeczucie, że dzisiaj będzie ten dzień, kiedy zobaczę ten inny świat. Rzucę swoje pierwsze, prawdziwe zaklęcie. Może polatam na miotle. Nie mogłam się doczekać, aż babcia wreszcie mi powie, co będziemy robić.
– Pójdziemy przez portal do tego świata i pokaże ci coś. Kupimy miotłę i różdżkę. Jest tam szkoła magii, ale będziesz do niej chodzić tylko na kilka przedmiotów! Reszty nauczę ciebie ja! Poznasz kogoś ważnego, będzie bardzo fajnie! – powiedziała szeptem, żeby nikt nie usłyszał. – Wsiadaj do samochodu. – wskazała na srebrny wóz z przyciemnianymi szybami.
Obie wsiadłyśmy do niego i pojechałyśmy w stronę lasu. Babcia jechała bardzo szybko. Szyby były zamknięte, ale jednak czułam jak wiatr wbija się przez szpary.
– Babciu, błagam zwolnij! – krzyknęłam.
– Och… Już, już. – Odpowiedziała i zaczęła wyjmować różdżkę ze schowka.
– Mensz! – wykrzyknęła, a ja zaczęłam patrzeć, co wyczarowuje to zaklęcie.
Przed naszym samochodem pojawił się portal. Nie można było zobaczyć, co jest w środku, ponieważ świeciło stamtąd żółte światło. Babcia wjechała w portal. Trochę się bałam, co zobaczę po drugiej stronie, więc zamknęłam oczy.
– Witaj w świecie magii! To miasto nazywa się MagicCity.
Moim oczom ukazał się ogromny biały budynek. Po ulicach chodziły wampiry (poznałam je po białej cerze). Były czarownice poubierane w różnokolorowe szaty.

Rozdział 4. – „Dom prababki”.

Zatrzymałyśmy się przy bramie na końcu ulicy. Babcia wyjęła ponownie różdżkę i machnęła nią w stronę bramy. Ona natychmiast się otworzyła. Wjechaliśmy na parcelę. Przy drzwiach już stała starsza kobieta w szmaragdowej szacie. Babcia zaparkowała przy samym wejściu.
– Witaj, mamo! – krzyknęła babcia wychodząc z samochodu.
Byłam zachwycona widokiem tak pięknej kobiety, a wyglądało na to, że to moja prababka.
– Dzień dobry, kochanieńka! – powiedziała.
Teraz ja wyszłam z samochodu. Uśmiechnęłam się do babci i pomaszerowałam za panią. Wchodząc do domu zauważyłam, że był jeszcze dziwniejszy niż babci Adeli. Na wieszakach wisiały różnokolorowe szaty. Usiadłyśmy na krzesłach w kuchni przy gotującym się kociołku.
– Mamo, przyprowadziłam ci moją wnuczkę. – rzekła babcia.
– Cześć. – powiedziałam.
Rozejrzałam się jeszcze raz po kuchni. Tak samo jak u babci Adeli były tutaj przeróżne słoiki.
– Obserwowałam ciebie w moim lustrze. Ono pokazuje wszystko i wszystkich, co chce się zobaczyć w danym czasie. – wyjaśniła babka Ela.
– Babciu, powinnyśmy już jechać, muszę odrobić lekcje. – rzekłam.
– Kochanie, w waszym świecie jedna godzina to jeden dzień w naszym świecie. A zresztą nie będziesz się tam uczyła tylko tutaj. Zapiszę cię do tutejszej szkoły. Między innymi tworzenie zup i eliksirów w kociołkach, wyczarowywanie rzeczy i wampiroznawstwo. Musimy iść – zwróciła się do babci Eli – kupić miotłę, różdżkę i szaty. Najlepsze jest to, że są tutaj takie same pieniądze jak w waszym świecie.
Zaczęłyśmy żegnać się z babcią i poszłyśmy do sklepu, zostawiając samochód przy domu. Najpierw weszłyśmy do sklepu z szatami. Były w nim szmaragdowe, złote, zielone i czarne. Na początku nie wiedziałam, którą wybrać, ale potem zdecydowałam się na czarną. Następnie wybrałyśmy się po miotłę. Bardzo mnie zdziwiły ich kształty. Najbardziej podobała mi się miotła zrobiona z ciemnego drewna. Na końcu kija mała wygrawerowaną nazwę „Wyścigówka”. Babcia zgodziła się, żeby ją kupić. Została nam jeszcze różdżka i tiara. Nie mogłam się doczekać tego wszystkiego. Ja nie wybierałam różdżki sama. Najpierw trzeba było zmierzyć mi poziom mocy. Wyszło 64 %. Pani dobrała różdżkę, która odpowiadała mojej mocy. Bardzo mi się podobała. Sprzedawczyni powiedziała mi, że należała kiedyś do syreny, która posiadała magiczne zdolności. Na koniec poszłyśmy kupić tiarę. Były przeróżne! Spiczaste, kolorowe, kwadratowe, a nawet zmniejszające się wtedy, gdy właściciel założy ją na głowę. W sklepie stała kobieta z dwoma córkami. Za ladą siedziała wysoka pani z wężem na ramieniu. Obie dziewczynki wybierały sobie tiary. Podeszłyśmy do sprzedawczyni.
– Witaj Saro! Co u ciebie? – zapytała babcia.
– Witaj, witaj. Bardzo dobrze. – odpowiedziała i zaczęła głaskać węża. – To pewnie twoja wnuczka.
– Tak. Potrzebujemy tiary z herbem rodziny. Chyba masz szkic kapelusza z herbem naszej rodziny, prawda?
– Tak. Mam go. Gotowy będzie za 3 dni.
– My go potrzebujemy jak najszybciej. – rzekła babcia. – Moja wnuczka musi założyć go do akademii. Czy nie można było by zrobić tego szybciej?
– Raczej wątpię.
– Podwyższymy cenę. Ze 100 złotych do 150. Może być?
– No dobrze. Zrobię to na zapleczu i przyniosę.
– Bardzo dziękujemy.
Kobieta znikła w drzwiach wraz z wężem. Minęła chyba już godzina, a może dwie. Usiadłyśmy z babcią na fotelach przy oknie. Nie wiem jak trzeba zrobić tiarę. Na pewno potrzeba dużo czasu. Kilka minut później pani Sara wróciła z kapeluszem w rękach.
– Mam nadzieje, że pasuje. Bardzo się napracowałam. To chyba wszystko. Będzie 170 złotych. – rzekła.
– Miało być 150.
– Tak, lecz teraz godło trzeba robić inaczej. Poproszę 170 złotych.
– No dobrze. Proszę – powiedziała babcia i wyjęła z torebki pieniądze.

Rozdział 5. – „Nauka”.

Nauka w Akademii imienia Henryka Wamp-Gena była bardzo ciężka. Na dodatek jeszcze uczyłam się z babcią latania na miotle. Również musiałam nauczyć się całej historii naszej rodziny, co było obowiązkowe. Nawet ciekawiły mnie legendy o rodzinie Wampirowskich. Lekcje latania wymagały skupienia na jednym celu. Nawet raz udało mi się polecieć nie zahaczając o żadne drzewo, lecz prawię wleciałam na skaczącego wampira. W akademii uczęszczałam tylko na cztery przedmioty, które odbywały się codziennie. W szkole nie było sypialń, których się spodziewałam. Nocowałam w rodzinnym domu położonym na końcu ulicy. Po kilku lekcjach wyczarowywania przedmiotów, babcia pozwoliła mi zaprojektować swój pokój, gdyż wcześniej spałam w starym pokoju mojej matki z dzieciństwa. Najbardziej podobały mi się lekcje wampiroznawstwa, które prowadziła pani Zelga Bladomirska. Bowiem była ona wampirem. Miała 326 lat, lecz wyglądała na 20. Często była bardzo surowa i niesprawiedliwa. Większość uczniów za nią nie przepadała, ale mi jakoś przypadła do gustu. Nie wiem czemu ale traktowała mnie inaczej niż wszystkich. Na tych lekcjach poznawałam wampirze tradycje i zwyczaje. Zazwyczaj przed końcem lekcji na, której była kartkówka pani czytała nam fragment książki o Henryku Wamp-Genie, który jako pierwszy dowiedział się jak są stworzone wampirze geny. Najbardziej nudnym przedmiotem był język mago-giczny, który obowiązywał w MagicCity.  Ciekawe były też lekcje tworzenie zup i eliksirów. Prowadził je profesor Korneliusz Zupecki, który zawsze nas rozśmieszał i nie zadawał nam prac domowych. W akademii poznałam Laurę Wilczyńską, która była wilkołakiem i dlatego uczęszczała ze mną tylko na zajęcia wampiroznawstwa. Laura była dla mnie bardzo miła i opowiedziała mi o akademii. Kilku uczniów zaprosiło mnie na pokaz pt. „Magiczne iskry”, ale odmówiłam, ponieważ byłam umówiona z babcią na lekcje latania. Po drodze do domu byłam trochę przygnębiona, że odmówiłam znajomym wspólnego wyjścia, ale z drugiej strony chciałam się nauczyć latać na miotle.
– Czemu jesteś taka przygnębiona? Coś się stało? – zapytała babcia, gdy już wróciłam do domu.
– Och… nic. – odpowiedziałam i wzruszyłam ramionami.
– Na pewno?
Gdy padło to pytanie, wiedziałam już, że babcia wie co się stało.
– Naprawdę… nic się niestało. – odpowiedziałam ze smutkiem w głosie. – Gdzie dzisiaj będziemy latać? – zmieniłam temat.
– Prawdopodobnie koło lasu.
– Acha. – odpowiedziałam i poszłam do pokoju.
– Coś dziwnego się z nią dzieje. – wymamrotała babcia.
W czasie odrabiania lekcji z wampiroznawstwa zadzwoniła mi komórka. Wyświetlił mi się nieznany numer. Odebrałam.
– Halo? – wymamrotałam trochę niezrozumiale.
– Cześć, Kaju. Z tej strony mama.
– Oo.. hej. Co u ciebie?
– Dobrze. Twój brat powoli staje się wampirem. Nawet ma już czerwone oczy i malutkie kły. Musi zakładać szkła kontaktowe, żeby nikt nie zauważył koloru oczu. Niedługo zapisze go do Akademii imienia H. Wamp-Gena! – wykrzyknęła podekscytowana.
– Co? Tak szybko? –  zapytałam ze zdziwieniem.
– Wcale nie szybko! Najwyższy czas. Chyba nie chcesz, żeby chodził do akademii jak będzie miał 20 lat?
– No… nie chce! – wykrzyknęłam.
– Musze kończyć! Twój tata zabiera mnie dzisiaj na swój mecz. Pa, Kaju!
– Pa. – odpowiedziałam. – Życzę udanego meczu i trzymam kciuki za tatę.
Wyłączyłam telefon, zanim mama zdążyła odpowiedzieć. Zamknęłam książki na znak tego, że odrobiłam lekcje. Niedługo później babcia zawołała mnie na dwór, więc założyłam płaszcz i wyszłam. Czekała na mnie z naszymi miotłami.
– Podejdź bliżej. Pokarze ci dzisiaj jak poruszać się na miotle. – krzyknęła babcia, gdy stanęłam przy drzwiach wejściowych.
Babcia Adela wsiadła na swoją miotłę i wzbiła się ku chmurom. Zauważyłam, że zanim wystartowała wymamrotała jakieś zaklęcie. Byłam bardzo ciekawa czego dzisiaj mnie nauczy, ale cały czas chodziła mi po głowie odmowa przyjaciołom wspólnego wyjścia. Babcia leciała bardzo szybko, lecz łagodnie omijała przeszkody. Wreszcie zleciała na trawnik i zaczęła wyjaśniać.:
– Kaju, żeby miotła się ciebie słuchała musisz wypowiedzieć zaklęcie. Każda rodzina ma swoje zaklęcie, w zależności od pochodzenia. Nasze zaklęcie to Monterbus.
Pokiwałam na znak, że zrozumiałam.
– Najpierw wypowiedz zaklęcie. – ciągnęła – Następnie należy dosiąść miotły. Skupić się na lataniu i lekko odbić nogami od ziemi.
Zrobiłam tak jak babcia kazała. Odbiłam się od ziemi i lekko poszybowałam w powietrze. Czułam zimny wiatr przelatujący koło mojego ucha. Wydawało się to dziecinnie proste, lecz gdy chciałam skręcić w prawo od razu spadłam na drzewo. Zaczęły boleć mnie ramiona od ostrych końcówek gałęzi. Nie chciałam krzyczeć, bo to by nic nie dało. Babcia wzbiła się w powietrze i szybko wylądowała koło mnie na drzewie.
– Oj.. Kaju. Nie myśl, że to będzie takie proste. – rzekła.
– Wiem. – odpowiedziałam i dosiadłam swojej miotły, żeby móc wrócić na dół. Babcia zrobiła to samo i kilka sekund później stanęłam na ziemi.
– Chyba na dzisiaj koniec. – powiedziała. – Jutro wieczorem drugi raz poćwiczymy. Idź coś sobie porób. Odrobiłaś pracę domową?
– Tak. Pójdę pouczyć się do kartkówki. – odpowiedziałam i pomaszerowałam w stronę domu, żeby tylko uniknąć wzroku babci.
Kartkówka była z zaklęć i uroków. Przedmiot prowadziła miła, lecz wymagająca pani dyrektor Magda Urokowa. Zawsze zadawała pracę domową, a na lekcji jednym słowem umiała uciszyć klasę. Pani dyrektor nauczała także Astrologii. Nie miała swoich ulubieńców, była obiektywna. Zabrałam się za naukę do kartkówki. Zaklęcia zdawaliśmy pojedynczo w gabinecie dyrektora. Na szczęście zdałam z czego byłam bardzo zadowolona, ponieważ to moja pierwsza ocena z tego przedmiotu. Dostałam U.

Rozdział 6. – „Gabinet”

W domu zamierzałam odrobić prace domową i kilka razy przeczytać sobie notatki z lekcji. Dzisiaj na szczęście mieliśmy tylko spróbować nauczyć się wróżyć z ręki lub z kart. Profesor Hist, który nauczał historii magii zadał nam do przeczytania biografie Henryka Wamp-Gena. Wczoraj popołudniu jedliśmy wywar z glonów i baranie oczy. Miałam nadzieje, że dzisiaj babcia poda na obiad skrzydełka, po które pojechała do świata ludzi.  Nie smakowały mi tutejsze przysmaki, ponieważ przyzwyczaiłam się do tych, które przyrządzała moja mama. Moja babcia jadła je z apetytem.
O północy po przeczytaniu następnych 10 rozdziałów biografii H. Wamp-Gena postanowiłam położyć się do łóżka. W nocy nie mogłam zasnąć, więc zeszłam powoli na dół, żeby poleżeć na kanapie. Lekko przykryłam się kocem i zaczęłam rozglądać się po pokoju. Patrzyłam na szafki ze słoikami, na komodę i na telewizor, który babcia pozwoliła mi wyczarować. Moje oczy zatrzymały się na drewnianej półce, która zaczęła drgać. Powoli podeszłam do niej. Dotknęłam książki, która na niej leżała. Wyglądała na bardzo starą. Obłożona była ciemnobrązowym drewnem. Pokrywał ją kurz. Powoli ją podniosłam. Niespodziewanie zaczęła rozsuwać się ściana. Ukazał mi się brudny tunel. Było dużo pajęczyn. Krople wody kapały na kamienną posadzkę. Na końcu tunelu znajdowały się drzwi. Zaczęłam się bardzo bać, lecz jakiś głos mi podpowiadał, że powinnam zobaczyć co znajduje się za nimi.
Powoli podeszłam. Nacisnęłam klamkę, która natychmiast odpuściła i znalazłam się w jakimś pokoju. Miał białe ściany i kamienną posadzkę. Znajdował się tam kominek i duży regał z książkami. Pośrodku pokoju ustawione było biurko. Na ścianach wisiały przeróżne malowidła. Weszłam do środka i odłożyłam drewnianą książkę na biurko. Zdziwiło mnie to, że ogień w kominku był rozpalony. Podeszłam do największego obrazu i przeczytałam napis umieszczony pod nim.:
Karol  Wampirowski. Najlepszy prezydent miasta i żołnierz. Zmarł na wojnie w roku 1120. Jego żona Ela samotnie wychowuje trójkę dzieci.
Prezydent miasta Magic-City.
Józef Dobry.
To było bardzo dziwne, ponieważ mój pradziad nazywał się Karol, a prababka ma na imię Ela. On również zginął na wojnie. Spojrzałam na malowidło i zauważyłam, że mężczyzna ma czerwono-złote oczy i bladą skórę. Skoro ten gabinet znajdował się w tym domu, to musiał należeć do pradziada Karola. Następne obrazy przedstawiały moją prababkę Elę z trójką dzieci. Oprócz ostatniego, na którym widniał czerwony napis:
Demon!
Na lekcjach białej magii uczyliśmy się o demonach. Zapamiętałam nawet regułkę o nich.:
Demon to czarodziej kierujący się złem. Posiada również mniejszą moc, lecz wystarczy kilka minut, żeby nauczył się prawidłowo rzucać zaklęcie.
Zaczęłam robić się senna, więc zabrałam książkę i poszłam do swojego pokoju. Ściana prowadząca do gabinetu zamknęła się po cichu. Jutro zamierzałam przejrzeć tą książkę.
Nazajutrz wstałam rano, żeby  przygotować się do szkoły. Na wszelki wypadek zabrałam drewnianą książkę ze sobą, żeby babcia jej nie zauważyła w moim pokoju. Dzisiaj w akademii było spokojnie. Na historii magii mieliśmy kartkówkę z lektury. Dostałam A. Na innych lekcjach nie wydarzyło się nic ciekawego oprócz tego, że Ewelina Miluśna podczas lekcji tworzenia zup i eliksirów dodała do kociołka liść Magic-li i wywar wybuchł.
W domu nie zaczęłam odrabiać lekcji tylko wyjęłam drewnianą książkę. Zdmuchnęłam z niej kurz i otworzyłam ją na 1 stronie. Ku mojemu zdziwieniu był to pamiętnik mojej prababki Eli. Na 2 stronie widniała data: 19.05.1090. Przeczytałam kilka linijek pamiętnika. Wtedy moja prababka miała 17 lat i była już w tedy zakochana w moim pradziadku. Następne kilka kartek nie zawierało dziwnych treści, oprócz tego kiedy napisała, że na obiad jadła nogę wilkołaka i ziemniaki. Zatrzymałam się na przedostatniej stronie, gdzie moja prababka opisywała siebie. Nie mogłam uwierzyć w to co było tu napisane! Zdziwiło mnie to jeszcze bardziej niż to, kiedy babcia mi powiedziała, że jestem czarownicą. Było tam napisane.:

Drogi pamiętniku!
Nazywam się Ela i mam 17 lat. Jestem dobrym demonem! Innym mówimy, że jesteśmy czarodziejami, ponieważ demony uważane są za złych magów.
 

Jeśli moja prababka była demonem to moja babcia była nim i moja mama i ja! Cały czas w to nie wierzyłam. Teraz dałabym wszystko, żeby tylko okazało się, że to wszystko nie jest prawdą.
Nazajutrz była sobota, więc postanowiłam wyjść na dwór i polatać na miotle. Niestety nie pozwoliła mi na to brzydka pogoda. Nie miałam co robić. Położyłam się na kanapie i przykryłam kocem. Nagle zadzwonił mi telefon.
– Halo? – spytałam.
– Cześć, Kaju! Z tej strony Pola.
– Oo.. Cześć, Polu. Co u ciebie słychać?
Pola była moją przyjaciółką ze świata ludzi. Była bardzo mądra i śmieszna.
– Nic ciekawego. Twoja mama mówiła, że pojechałaś do szkoły z internatem. Z tego co mi się wydaje w kierunku polonistycznym.
Zaczęłam się cicho śmiać.
– Ee… Tak! Pracuje właśnie nad nowym rozdziałem książki o Julce i Krzyśku. Raczej w najbliższym czasie się nie zobaczymy.
– Nawet się ze mną nie pożegnałaś!
– Nie miałam kiedy. Rodzice zrobili mi niespodziankę. Od razu po szkole wyjechałam.. – zaczęłam wymyślać.
– Acha. Ja muszę już kończyć, ponieważ idę na dodatkowy francuski. Pa!
– Pa!
Rozłączyłam się i odłożyłam komórkę na stolik. Chociaż na dworze nie było nawet ciemno, zrobiłam się bardzo senna. Postanowiłam położyć się do łóżka.
Nazajutrz obudziła mnie babcia. Podała mi gorącą herbatę i 2 kanapki.
– Witaj, Kaju, Jak się spało?
– Cześć… Bardzo dobrze. – odpowiedziałam i zaczęłam ziewać.
– Muszę z tobą porozmawiać o pewnych rzeczach. – oznajmiła i przybrała niezbyt miłą minę.
– O czym?
Obydwie usiadłyśmy na moim łóżku i babcia zaczęła mówić.
– Nie powiedziałam ci wszystkiego na temat naszego pochodzenia, Kaju. Wiem, że trudno to przyjmiesz. Będziesz musiała się z tym pogodzić. Muszę to powiedzieć… – zawahała się – Twoja prababka jest demonem.
Nie wywarło to na mnie wrażenia. Byłam zdziwiona, ponieważ nie myślałam, że babcia mi to powie.
– Ja to wiem. Znalazłam przejście do tego gabinetu i znalazłam pamiętnik prababki. – oznajmiłam z uśmiechem na twarzy.
– Kochanie, my nie jesteśmy normalnymi demonami. My jesteśmy dobrzy! – wyjaśniła babcia. – Prezydent miasta wie o tym, że my jesteśmy tym kim jesteśmy i zawarliśmy pakt, że jeśli nie będziemy działać na szkodę miasta to nas zabiją tak jak inne demony. Nie mamy się o co martwić! Ten pakt ma już 900 lat i jeszcze nigdy nie został złamany.
Z jednej strony się bałam czy nie zdarzy nam się złamać paktu, a z drugiej strony byłam zadowolona z tego, że jesteśmy dobrzy.
– A i jeszcze mam dla ciebie niespodziankę! – powiedziała. – Załatwiłam tobie studia magiczne! Takie dla pisarek. Mój brat chodził na takie studia. Są tam takie przedmioty jak pisanie liter różdżką! To już za rok, kochanie!
Bardzo się ucieszyłam nowiną. Dalej poszłam zjeść śniadanie i wczytałam się w pamiętnik babci.
Następne dni potoczyły się normalnie. Na koniec roku szkolnego dostałam najlepsze oceny w szkole, ponieważ łatwo uczyłam się zaklęć, bo jestem demonem.  Poszłam na studia magiczne, które były niesamowite. Mój brat dopiero teraz zaczął chodzić do Akademii imienia H. Wamp-Gena. Na studiach poznałam pewnego wilkołaka. Nazywał się Maks Klinton i był ode mnie o rok starszy. Kilka lat później byliśmy już małżeństwem. Tak się kończy moja historia! Aa… Jeszcze zapomniałam dodać, że kilkanaście miesięcy temu  urodziła nam się córeczka Pola. K O N I E C !

Dodał(a) Maja B
Dnia czwartek, 01 Sierpień 2013
Kategoria Poezja

Jedna odpowiedź do “Podroże z zaświatów”

  • Cześć. Naprawdę, świetnie napisałaś to! Twoje słownictwo i budowa wyrazów bardzo mnie ujęła. Mam nadzieję, że będzie tego więcej i również zapraszam do mnie. :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Google/Bing/Yandex Translate