Niedopowiedzenia

Była późna wieczorowa godzina, dzień jak każdy inny, ciemno troszkę chłodno i cicho. Nie był to jeden z tych dni na które czekał, choć miał nadzieję ze to dziś taki wieczór będzie.

Zawzięcie chciał wiedzieć coś czego nie mógł być pewny i wiadomy.Zachodził wgłąb swojej głowy kim jest i dlaczego tak jest. Czemu to go spotykało pytał sam siebie bo nikt na wołania nie odpowiadał.  Nie oczekuje od życia zbyt wiele przecież, nie był złym człowiekiem. Chodził do kościoła i modlił się często kiedy tylko spotykało go coś złego, ale nie dziś. Dzisiaj było inaczej, nie powiedział nikomu co się stało.

Wszyscy widzieli że jest coś co bardzo go niepokoi. Nie zwierzał się nikomu z tych wszystkich planów jakie ma na życie. Chciał jedynie spokoju i ciszy dzisiejszego wieczora. Spokojnego kojącego znaku. Nie było mu to jednak pisane, kładł się spać nie tak jak zawsze.

Dziś było chłodniej niż zawsze, skulony jak zmarznięty pies zwinął się w kłębek, było mu bardzo zimno. I ten smutek który go przytulał. Sam już nie wiedział czy jest to coś co jest mu obce czy bardzo dobrze znane. Mrok  wpatrywał się w jego zimne spojrzenie pełne niedosytu. Nie pomagał ciepłe wspomnienia, telefon wciąż dzwonił lub dawał oznaki otrzymywanych kolejnych wiadomości tekstowych, jednak nie na to czekał. Choć mało osób dzwoniło czy pisało i zawsze wyczekiwał odpowiedzi na wysyłane wiadomości, tak dziś nie oczekiwał tego. Nie tego mu brakowało. Myślał tylko że jest zimno i że nie zaśnie zbyt prędko skoro sam mrok mu się przypatrywał.

Widział go, czuł jak go ogarnia i jest z nim coraz bliżej. Nie chciał tego powstrzymywać bo już nie miał sił na to co się działo. Nie miał nastroju już od dawna. Kolejny stracony na oczekiwanie dzień, i następny… mijały godziny dni miesiące i lata, nikt nie wie dokładnie jak to się zaczęło. Choć większość widziała w nim coś innego niż w każdym innym człowieku.

Zaczęły przychodzić do niego myśli dość czarne, jednak to był dopiero początek, ponieważ przychodził do niego sen. Nie miał sił się bronić przed ciężkimi powiekami. Nie wiedział co jest gorsze czy patrzenie na mrok, czy wejście w krainę snu.  Myślał że jak zamknie oczy większość zniknie i będzie troszkę spokojniej i cieplej. To był jednak wielkie błąd. Wyimaginowane obrazy nie były straszne, nie miały go przestraszyć tylko obudzić, bo sen który miał przyjść nie był przyjemny. Zamykał coraz mocniej oczy i odpływał w krainę nieznanych czeluści wyobraźni, których nie znał tak dobrze jak mu się zdawało. Każdej nocy toczył walkę z tym snem, pragnął żeby nie nadszedł i nie ogarnął go choć w małym  stopniu. Na jego niekorzyść Mrok już zrobił swoje i dziś już nie miał ochoty na walkę, ani uciekanie. Poddał się całkiem bo nie otrzymał tego co jest tak proste, i takie łatwe, jednak nie dało się tego otrzymać..

Ciemne granice wyobraźni zaczęły się czerwienić , lekko pobłyskiwać. Przychodziły wszystkie złe momenty które przeżył. Miejsca gdzie nie czół się nigdy dobrze. Ludzie dzięki którym posmakował życia lecz nie tego lekkiego..  Zasypiał i szedł głębiej w otchłań swoich czarnych myśli. Jednak czerwony kolor był coraz silniejszy i mocniejszy… ona tam była, stałą spokojnie, z rąk wyrzuciła komunikator i z pogardą na niego spojrzała, odwróciła się i odeszła.

Nic strasznego przecież się nie przyśniło. Każdy MA przecież takie sny, jednak to była kobieta która była jedyną kandydatką na matkę jego dzieci a on dobrze o tym wiedział. Odeszła od niego przez sen, strasznie bał sie tego. Obudził się cały spocony i odkryty, w pomieszczeniu było bardzo zimno.  On prawie nagi spojrzał na telefon, który miał zawsze przy sobie. Nie było ani jednej wiadomości, i żadnego nieodebranego połączenia, jedyne co słyszał to strasznie głośne chrapanie jakiegoś gościa z za ściany, budził go co jakiś czas, straszne miął warunki mieszkaniowe, no i te chrapanie.. nic nie szło jak powinno, była trzecia w nocy, a on nie mógł spać przez te hałasy z zza ściany, a rano musi wstać do pracy wcisnąć na siebie ciasną maskę z przyszytym wytartym uśmiechem.

Jednak to że miał maskę nie znaczyło nic.. bo oczy są zwierciadłem przez które widać więcej niż każdy myśli. Zasnął raz jeszcze po długim przyzwyczajaniu się do hałasów z za ściany. Obudził go budzik, wstając spojrzał na telefon, nie było żadnego znaku od niej… ona chyba naprawdę odeszła pomyślał zakładając wytartą maskę gdy wychodził do pracy gdzie też nie czół się zbyt dobrze…

Edit : Poprawiłem ortografię. Trochę akapitów dodałem (jak źle to napisz).

 

Dodał(a) Mateo
Dnia poniedziałek, 22 Luty 2016
Kategoria Poezja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Google/Bing/Yandex Translate