*** (niedokonczone)

Rozdział I
Był 10 lutego, śnieg sypał bez umiaru. Adoptowana dwunastoletnia dziewczyna Agnes mieszkająca w Warszawie na ulicy Przyczółkowej, leżąc na piętrowym łóżku w swoim pokoju, rozmyślała nad tym, jak może spędzać wolny czas w feriowe popołudnie. Nagle naszła ją myśl…mogę poprosić mamę żeby poddała mi jakiś ciekawy pomysł. Dziewczynka zbiegła po schodach i dosiadła się do zamyślonej matki siedzącej przy stole, w pomieszczeniu panowała niezręczna cisza, nastolatka z nieśmiałością przerwała martwotę i powiedziała:-Co mogę dziś robić?
Po wypowiedzianych wyrazach milczenie matki powróciło dziewczę poczuło nietakt.
Po chwili zamyślona mamusia panienki podniosła głowę i odpowiedziała z namysłem:-Możemy pojechać na kulig do Lasu Kabackiego.-Z wielką chęcią -Odpowiedziała Agnes i czym prędziej udała się do swojego pokoju, założyła rajstopy, grube skarpety,spodnie, bluzkę z krótkim rękawem i polar. Zeszła po schodach weszła do pokoju mamy i powiedziała, że już jest gotowa, następnie panienka przyodziała się w kurtkę, czapkę,szalik, rękawiczki oraz buty. Czekając na mamę ogarnęła ją niecierpliwość. Nareszcie zza drzwi wyłoniła się matka Agnes.
Dziewczyna bardzo się ucieszyła widząc ją gotową do wdziania na siebie stroju odpowiedniego do wyjścia na zewnątrz. Gdy dziewczyny włożyły na siebie wszystko potrzebne do udania się na świeże powietrze, wyjechały z garażu i pojechały samochodem przez ulice:Łukasza Drewny, Przekorną, Opieńki aż do ulicy Rydzowej. Zostawiły samochód na parking i zaczęły przygodę.

Rozdział II
Mama wraz ze swoją córką udały się w stronę małego domku i zapytały pana z siwą brodą czy dobrze trafiły. Mężczyzna z przekonaniem kiwając głową odpowiedział, że znalazły się w dobrym miejscu i zaprosił je na herbatę do niewielkiej chatki. Kiedy Agnes i jej matka wypiły napój starzec zaprowadził je do stajni gdzie konie nabierały siły na kolejne przejażdżki. Agnes obejrzała wszystkie rumaki i najbardziej spodobał się brązowy białą plamą biegnącą przez pysk wierzchowiec. Wstydliwa dziewczynka po chwili z nieśmiałością zapytała się staruszka ,,Przepraszam jak wabi się ten koń?” ,,Ta klacz wabi się cupcake” oznajmił właściciel kobyły. ,,Czy cupcake może ciągnąć sanie?”-spytała dzieczyna. ,,Oczywiście, ale do ciągnięcia sań potrzebne są dwa konie, jeśli chcesz mogę wybrać jeszcze jednego konika ”- odparł mężczyzna. ,,Dobrze”- nieśmiało powiedziała panienka. Kiedy konie były już gotowe do przejażdżki mama z córką wraz z panem wsiadły do sań. Wyruszyły śnieg spadał z gałęzi wprost na ich głowy…

Dodał(a) anonim
Dnia piątek, 19 Lipiec 2013
Kategoria Poezja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Google/Bing/Yandex Translate