„Mloda Wampirzyca”

Cześć! Nazywam się Monika Livo. Kilka miesięcy temu przeprowadziłam się do Warszawy (do mamy), bo wcześniej mieszkałam z tatą i bratem we Włoszech. Cztery dni po przyjeździe do Polski, mama wyjawiła mi, że moja babcia żyje. Było to dla mnie bardzo szokujące, ponieważ rodzina mi wmawiała, że babcia zmarła zanim się urodziłam. Dzisiaj miałyśmy pojechać do niej, w odwiedziny. Rano spokojnie się obudziłam i poszłam do szkoły. W szkole mieliśmy 2 kartkówki, z biologii i chemii. Po wszystkich lekcjach, wróciłam do domu. W środku czekała na mnie mama. Powiesiłam kurtkę do szafy i podeszłam do niej. Mama wyglądała jakby się trochę stresowała. Ja nie wiedziałam, jaką miałam minę, wydaje mi się, że byłam całkiem zdziwiona. Odsunęła się o krok do tyłu. Wykrzywiłam niechcący nogę, zabolało mnie, ale nie dawałam tego po sobie poznać.
– Cześć mamo.- wreszcie powiedziałam. – O co chodzi?- zapytałam.
Dotknęła lekko mojego ramienia. Chciało mi się wrzasnąć, by mi odpowiedziała, ale się powstrzymałam
– Monika.- powiedziała i odkręciła głowę trochę w prawo – Jedziemy dzisiaj do babci, tak?
– Tak.- odpowiedziałam jej.
– W takim razie, chodź na podwórko, gdzie stoi samochód.– oznajmiła i spojrzała mi w oczy.
– Dobrze. – odparłam
Przekręciłam się w stronę półki z butami i szafy. Założyłam obuwie i kurtkę, chwilę potem mama zaczęła się ubierać w płaszcz i zakładać pantofle. Otworzyłam drzwi. Na podjeździe był zaparkowany, czarny samochód.
– Mamo – wymknęło mi się – daj mi kluczyki.
Zaczęła szukać ich w czerwonej torbie, którą miała na ramieniu.
– Proszę.- powiedziała i dała mi je do ręki.
– Dziękuje.- odpowiedziałam.
Pstryknęłam w kluczyk i samochód się otworzył. Mama zamknęła drzwi od domu, uśmiechnęła się ja odwzajemniłam jej ten uśmiech, ale raczej mi nie wyszło. Otworzyłam drzwiczki i weszłam do auta. Mama wyjęła telefon i pokazała mi mapę polski i kierunek naszej podróży. Jechaliśmy do drugiej połowy Warszawy, tam gdzie było najmniej słońca. Przez całą drogę byłyśmy cicho. Wjeżdżając na ulicę, na której mieszka babcia, mama powiedziała mi, że babcia mieszka w śnieżnobiałym domu. Obydwie zaczęłyśmy szukać. Znalazłam go i stanęłam obok czerwonego samochodu. Rozpięłam pasy i wyszłam na chodnik przed domem. Zamknęłam samochód i podeszłam do drzwi. Otworzyły się niespodziewanie, gdy chciałam zapukać do nich. Mama z kobietą, która stała w drzwiach, prawdopodobnie z moją babcia, cicho zaśmiały się. Ta …moja babcia, wyglądała bardzo młodo jak na normalną starszą panią. Miała złote oczy i brązowe włosy. Mama stanęła za mną.
– Dzień dobry – powiedziała pani – ty pewnie jesteś…
Na samą myśl o poznaniu jej mam kwaśną minę, trochę boje się rozmowy z… babcią.
– …Monika.- dokończyła mama
– Witam cię Moniko.- powiedziała pani. – Ja nazywam się Anastazja. – wyciągnęłam ku niej rękę.
– Kochanie, to jest twoja… babcia.- oznajmiła mama patrząc na mnie z uśmiechem.
Zauważyłam, że mama i babcia mają takie same włosy, i tak samo uroczy uśmiech. Anastazja, wskazała ręką, byśmy weszły do środka.
– Wejdźcie, proszę – powiedziała kobieta z promiennym uśmiechem na twarzy. Ja też się uśmiechnęłam, ale troszeczkę nieswojo.
– Dziękujemy. – powiedziałam.
Wytrzepałam buty na wycieraczkę. Weszłam do domu, a tuż za mną mama. W środku był nowoczesny salon, niewielka jadalnia z kuchnią i schody, które prowadziły na górę. Weszłam głębiej do salonu. Babcia usiadła na kanapie razem z mamą.
– Babciu, dlaczego wyglądasz tak młodo, tak jakby to moja mama była twoją a nie odwrotnie?? – spytałam z zaciekawieniem
– Opowiem ci historię i się dowiesz.- powiedziała z uroczym uśmiechem na twarzy.
Anastazja zwróciła głowę w moją stronę.
– Słoneczko, to będzie dość dziwna legenda, ponieważ, ja… nie jestem…człowiekiem- powiedziała, a ja otworzyłam szeroko usta. – Jak opowiem ci tą historię dowiesz się dużo o rodzinie, i kim ja jestem? Był zimny poranek roku 1918, twój dziadek, Kazimierz spacerował bardzo długo po swoim ogrodzie, cały czas uczył się, dlatego że był aktorem. Nadeszła noc, twój dziadek, nie zauważył tego. Z krzaków wyłonił się mężczyzna , miał czerwone oczy, bladą i lodowatą skórę. Zimny człowiek rzucił się na niego, a twój dziadek nie mógł się ochronić. Istota wbiła mu kły w szyje, a Kazimierz krzyczał, bo bardzo cierpiał.– powiedziała i starła łzy z oczu.- Tydzień po tym dowiedział się, kim się stał, był… wampirem.- zmartwiłam się przecież one nie istnieją.- Tak, ja nie żartuję. One piją krew, on czasami mordował ludzi, ale tylko tych, którzy na to zasługują. Czyli bandytów, złodziei i innych złych ludzi. W 1969 roku poznałam go. Od razu się w nim zakochałam. Ja odgadłam, kim jest, kilka lat byliśmy razem. Jak skończyłam studia, pobraliśmy się. W 1975 zaszłam w ciąże to były bliźniaczki, twoja mama i ciocia Sylwia. Urodziły się po miesiącu. Nie po dziewięciu miesiącach, dlatego że to były pół wampiry-ludzie. Pewnie zastanawiasz się, dlaczego. W tamtym czasie byłam człowiekiem, twój dziadek zimną istotą. Jak skończyły 2 latka, siostra dziadka – Małgosia – zamieniła mnie w wampira. Później one dorosły, i poszły w swoją stronę. Czasami polujemy razem. W 1990 roku była wojna wampirów i twój dziadek został zabity. Ty też masz kapkę tej części naszej rodziny, ale ty niestety poszłaś bardziej w rodzinę taty.- Powiedziała i jeszcze mocniej uśmiechnęła się.
– Babciu…, ale to nie może być prawda- powiedziałam rozmyślając.
To pewnie, dlatego ona jest blada, ale mama tylko troszeczkę. To dziwne!
– Ależ, ona jest prawdą- powiedziała mama i przytuliła mnie.- Chcesz zobaczyć? Sama ocenisz czy to prawda czy nie.
– Dobrze- powiedziałam nieswojo.
– Kochanie, to polecimy gdzieś?- spytała babcia. – Tylko gdzie? – zaczęła się zastanawiać.

Wszystkie zaczęłyśmy się zastanawiać. Ja na początku chciałam polecieć gdzieś zagranicę.
– Może na koniec miasta?- zaproponowała mama.
– Może być. – powiedziała babcia. – To zajmie nam, jakieś trzy minutki.
Obydwie wstały na równe nogi. Posłały sobie szelmowski uśmiech. Ja również wstałam i zaczęłam przyglądać się im. Babcia wzięła mnie w ramiona i wyskoczyła przez okno.
– Boję się.- krzyknęłam z piskiem w głosie.
– Nie ma, czego, bo po pierwsze nie zabiję cię, a po drugie jestem wampirem.
Frunęła jak ptak na wietrze, mijała drzewa z wielką gracją. Minęła strumyk i kilka drzew, wiele krzewów i grzybów. Zatrzymała się przy dużym starym domu z drewna. Podeszła pod budynek i wyjęła klucze. Otworzyła drzwi. Podbiegłam, ponieważ zauważyłam, że mama jest razem z nią przy domu. Zajrzałam do środka. Wszystko było nowe, telewizor w domku i reszta rzeczy. Do drzwi podbiegła pewna blondynka. Miała jasnoczerwone oczy. Jej blada skóra, zaiskrzyła się w przedzierającym świetle, promieni słonecznych. Skóra babci również się zaiskrzyła.. Wyglądały jakby były posypane tysiącami kawałeczków brokatu.
– Witam cię Anastazjo!- krzyknęła blondynka z pięknym uśmiechem
– Cześć, Małgosiu.- Powiedziała babcia z malutkim smutkiem w oczach.
To pewnie siostra dziadka, a to jego rodzinny dom. Małgosia przytuliła Anastazję i popatrzyła mi w oczy, jeszcze stojąc w drzwiach.
– A kto to jest?- spytała.
– To jest Monika, moja wnuczka. – powiedziała babcia.
Weszłyśmy dalej.
– Cześć!– powiedziała Małgosia. Była bardzo młoda. Pewnie miała z jakieś 19 lat.
– Hej.- odpowiedziałam nieśmiało.
Wszystkie weszłyśmy do salonu. Pośrodku stała skórzana kanapa i mały stolik. Małgosia, powiedziała nam, żebyśmy się rozgościły.
– Jest taka sprawa. – zaczęła mówić ciocia. – Dowiedziałam się, że szykuje się wojna. Między nami, a rodziną Gemberthy, tej z Anglii. Mają więcej wampirów, w rodzinie, niż my. W sensie, że u nas jest dużo, pół wampirów. By wygrać tą wojnę musimy przemienić Monikę, Paola, Kaję i inne twoje wnuczęta.
– Co?- wściekła się mama. – Paul i Monika, nie będą walczyć!
– Zrobię to. – oznajmiłam ze spokojem w głosie.
– Chcesz tego?- spytała Małgosia.
– Ja na pewno chcę walczyć – Powiedziałam z wykrzywioną i trochę szczęśliwą miną.
– Niech ci będzie!! -wykrzyknęła zdenerwowana mama.- Będę cię szkolić.
Gdy wróciłam do domu, cały czas myślałam o tym by nikomu nie powiedzieć o mojej rodzinie. O tym, że babcia jest wampirem. Dałam sobie z tym spokój. Ubrałam się w piżamę i położyłam do łóżka. Zabolała mnie noga. Śniło mi się, że siedzę na łóżku kompletnie mi nieznanym. Pokój ten nie był podobny do wszystkich, które widziałam. Za oknem były drzewa i wielkie góry śniegu. Nie świeciło słońce. Zerknęłam na kalendarz był rok 2112! Spojrzałam w lustro zauważyłam tam dziewczynę, a właściwie kobietę. To byłam ja! Miałam bladą skórę i jaskrawoczerwone oczy. Nie wiedziałam gdzie jestem. Byłam ubrana w długie spodnie, koszulę w czerwono-czarne kratki, pantofle oraz kurtkę z czarnej skóry. Obudziłam się zdyszana i zaniepokojona. Był mój normalny rok. Ten niewielki pokój. Zwykła mało ciemna, mało blada skóra. Taka w sam raz. Oczy były brązowe jak zawsze. Wszystko było normalne. Jak zawsze spokojnie poszłam do szkoły. Mamy miało nie być w domu, gdy wrócę. Weszłam spokojnie do środka. Przestraszyłam się, ponieważ zobaczyłam tam ciocię Małgosię i babcię walczącą z wampirami! Jeden z nich spojrzał na mnie, łobuzersko uśmiechając się. Dotknęłam mocno klamki od drzwi.
– Któż to wrócił do domku. – Powiedział śmiejąc się. – Panna Livo!- Zrobił kilka kroków do przodu, żeby być bliżej mnie.
– Zostaw ją! Nawet nie waż się jej tknąć! – Zawołała ciocia Sylwia, wchodząc oknem razem z… moją siostrą Agnieszką przy boku. Podskoczyły razem, chwilę potem szybko znalazły się przy mnie.
– Ciociu! – szepnęłam z przerażeniem – O co chodzi?
Nic mi nie odpowiedziała. Prędko zaczęła walczyć. Agnieszka cały czas czuwała przy moim boku. Ona też była wampirem! Miała ciemnoczerwone oczy i śnieżnobiałą skórę. Babcia z ciociami, skakały raz na jednego, raz na drugiego wampira. Aż wreszcie obydwoje znaleźli się na podłodze, a ich głowy poturlała się do kuchni.
– Co to było? – pisnęłam z przerażenia, patrząc na odciętą głowę, rudego wampira.
– Monika, nie bój się. – powiedziała Małgosia. – To tylko słabe wampirki. Chciały zabić ciebie, jeszcze przed wojną. A byłoby to łatwe, bo jeszcze nie jesteś w pełni wampirem.

Dodał(a) Maja B
Dnia czwartek, 01 Sierpień 2013
Kategoria Poezja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.