*Amanda i Tiara Arkadiusza*

Rozdział 4. – „Rozmowa w pięć par oczu”.

Wszyscy razem wybiegliśmy na hol, już nie starając się słyszeć naszej nauczycielki, tylko chcąc uciec jak najdalej tego miejsca. To wszystko niby nie wydawało się takie straszne. Sama panika wywołana przez innych uczniów nadawała sytuacji przerażającego zarysu. Nigdy nie mogłam zrozumieć ludzi, którzy nadmiernie histeryzują i pomagają dojść swojemu sercu do zawału. Najlepiej nie płakać przy oglądaniu „Titanica” ani nie panikować w takich wręcz dziwnych sytuacjach i jeszcze najlepiej w ogóle nie okazywać uczuć, bo może to nam namieszać w życiu.

Cała ta sytuacja budziła we mnie osobę, która ciągle chodzi z głową w chmurach i nie wie, co się wokół niej dzieje. Właśnie w tamtej chwili kompletnie nie ogarniałam tej szybkiej „akcji ratunkowej” i niepotrzebnej paniki wśród uczniów mojej klasy.
Usłyszałam przerażający krzyk, a więc jak najszybciej złapałam śliskie dłonie Patrycji oraz Ali i zaczęłam biec przed siebie, żeby tylko zagłuszyć ów odgłos. Ciarki przeszły moje plecy, jak stado zakłopotanych mrówek, którym ktoś właśnie zepsuł mrowisko.
Po jakimś czasie cali oblani potem wybiegliśmy na dwór. Było ciepło, co wcale nie poprawiało stanu naszych rozgrzanych ciał. Z chęcią wykąpałabym się teraz w najzimniejszym basenie, który istnieje albo skoczyła w górkę śniegu.
– To było trochę dziwne – szepnęła zaniepokojona Alicja, co chwilę patrząc za siebie, jakby bała się, że ktoś nas obserwuje.
Nie dało się zaprzeczyć tym słowom, bo były za bardzo bliskie prawdy. Ponure miny wciąż widniały na naszych twarzach, jakby zostały namalowane trwałym mazakiem.
– Trochę? To było bardzo dziwne! – wykrzyknęłam, nie potrafiąc się opanować.
– Oj, nie drzyj się tak, bo zaraz wszyscy się tu zbiegną – prędko uciszyła mnie Ala, zatykając mi usta swoją dłonią
– Taa, na pew… – zaczęłam, zdejmując rękę Alicji z mojej twarzy. Prędko moją wypowiedź przerwał Mateusz.
– Obydwie bądźcie cicho. Przeanalizujmy teraz to, co zobaczyliśmy.
Od razu wszystkie oczy powędrowały na Patkę, która z początku nie rozumiała, co się wokół niej dzieje, zupełnie jak ja.
Serce waliło mi jak dzwon. Chwilami czułam, jakby miało zaraz wyskoczyć mi z piersi i pójść sobie na spacerek.
– Pani Mikołajczykowa zaczęła… – szeptała Patrycja, szukając dobrego słowa. – Zaczęła gadać o tym, że…
– …odrodzi się z czyjejś krwi – dokończył zdanie Dawid, jakby czytał szatynce w myślach.
– Nie dałeś mi dokończyć! – pisnęła zdenerwowana Patka. – A, więc ona zamieniła się w… w coś!
– Taa… W coś! Ale w co? – rzekłam po chwili namysłu, a natychmiastowo przerwała mi Patrycja.
– Tak, jakby coś w nią wstąpiło, nie? Jakiś duch, zjawa, czy coś, no nie wiem.
– Ktoś może wstąpić w kogoś, tylko w twoich opowiadankach – powiedział sarkastycznie Dawid, krzywiąc swoją kościstą twarz.
Patrycja widocznie bardzo się zdenerwowała na chłopaka i od razu wybuchnęła, jak eksplozja na jednej z lekcji chemii z panią Osińską.
– Odwal się od moich opowiadań! Lubisz piłkę nożną, a ja nie, ale nie mam nic do Ciebie. Coś Ci nie pasuje, że uwielbiam pisać?
– Tak! – wykrzyknął.
Widziałam, jak oczy Patrycji zapłonęły złością, a jej ciało drgało w rytm tutejszego powietrza, które przeszywało nasze bluzki i łaskotało po skórze.
– Wiesz co? Jesteś i…
– Dajcie sobie spokój – przerwałam tą idiotyczną sprzeczkę. – Mamy ważniejsze sprawy na głowie, niż opowiadania Patrycji, czy wasze zbyt częste kłótnie. Musimy się skupić na Mikołajczykowej i tej całej sprawie.
– No dobra. Ale i tak, jak komuś powiemy, to nam nie uwierzy – szybko powiedział Dawid, ukradkiem oka spoglądając na Alę.
– A czy ktoś mówił, że zamierzamy to komuś powiedzieć? Chociaż… Z jednej strony… Na pewno zaraz cała szkoła będzie o tym mówić, bo ktoś się wygada.
– W sumie, to racja – szepnęłam, jakby do samej siebie i poszłam naprzód.
Po kilku minutach ciszy znaleźliśmy się w pokoju, który był przeznaczony dla mnie, Patrycji oraz Ali. Panował tu wielki bałagan – niepościelone łóżka, śmieci na podłodze oraz biurku. Szybko rzuciłam się na swoje wyrko i zaczęłam poprawiać prześcieradło oraz kołdrę, a moje przyjaciółki zrobiły zupełnie to samo, jakby leżało to w naszym interesie od kilku lat. Chłopaki z lekko zaniepokojonymi minami usiedli na pobliskich krzesełkach, które należały do naszego śnieżnobiałego biurka, a zdyszana Alicja zaczęła mówić:
– A, więc…
Każdy patrzył na każdego, jakby chciał mu przekazać – „Teraz ty, no, powiedz coś!”.
– Musimy się streszczać, bo za kilka minut mamy geografię z Mendrzeckim – rzekł Mateusz.
– Serio? To ekstra – powiedział uśmiechnięty Dawid. – Uwielbiam geo…
– Przejdźmy do konkretów – podsunęła wnerwiona Alicja.
Zapadła głucha cisza, a wszyscy wpatrywali się w okno, z którego można było zauważyć „właśnie ten” tajemniczy las, przy którym mieściła się „właśnie ta” stacja benzynowa. Nie wiedziałam, co mam myśleć, co powiedzieć. Na widok powiewających na wietrze koron drzew, napłynęły mi do głowy wszystkie wspomnienia związane z tym miejscem. Od tamtego czasu wszystkie wydarzenia w moim życiu stały się coraz bardziej dziwne i nachalne.
„Więc ten las mogę zaliczyć do nieodkrytych lądów” – pomyślałam. – „I jeszcze, oczywiście, do najdziwniejszych miejsc na świecie, a bardzo mu się to należy”.
– Ej, byliście kiedyś w tym lesie? – wypaliłam, gryząc się w język.
– W Lesie Zemsty? No, coś ty – pospiesznie odpowiedział Dawid. – Jeżeli ktoś tam był, to zapewne już nie żyje.
Patrycja bawiła się swoimi włosami, lecz po chwili zobaczyła mój pytający wzrok i zaczęła opowiadać swoim piskliwym głosikiem:
– Podobno w tym lesie znajduje się taki dom, w którym mieszkają duchy Patroklesa i Arkadiusza. Raczej nikt tam nie był, wszyscy się boją. Niby nie wierzą w te pogłoski o duchach, ale i tak czują strach.
– Legendy zawsze mają ziarenko prawdy – mruknęłam zamyślonym głosem.
Patka rozłożyła się na swoim łóżku, niczym śpiący piesek, wlepiła wzrok w sufit pomieszczenia, po czym oznajmiła:
– Powinniśmy już iść, bo zaraz pewnie zacznie się ta przeklęta geografia, a ja raczej nie chcę znowu dostać spóźnienia od głupiej pani Szulc.
– Głupiej? – zdziwił się Dawid. – To najlepsza nauczycielka w całej szkole, Patrycja. Nie ma takiej drugiej.
– O Boże. Nie zaczynajcie następnej kłótni, bo ostatnią prowadziliście raptem kilka minut temu. Chcecie pobić swój ostatni rekord, czy co? – spytała Alicja.
– Chodźmy już – zarządziłam stanowczym głosem.
Wszyscy podnieśliśmy swoje torby, które wcześniej „leciutko odłożyliśmy” na podłogę i ze smutnymi minami poszliśmy pod salę od geografii, gdzie już czekała na nas nauczycielka.
Inne zajęcia odbywały się normalnie, lecz nikomu z moich znajomych nie wychodził z głowy incydent z historyczką, która stanęła jak słup i zaczęła wygadywać owe „głupoty”.  Niestety mieliśmy dzisiaj fizykę, na której nauczyciel mówił bardzo nużącym głosem, a ja powoli zaczęłam odpływać w zaświaty…
Na krótszych przerwach moje współlokatorki pokazywały mi całą szkołę, a podczas przerwy obiadowej spotkałyśmy się z chłopakami w stołówce i nałożyłyśmy sobie obiadu, który dzisiaj był wyjątkowo dobry. Przynajmniej pysznie pachniał!
Chociaż nie chciałam być wścibska i wtykać swojego nochala, tam gdzie nie trzeba, to bardzo pragnęłam rozwikłać tą zagadkę. Zamyślone twarze moich przyjaciół zdradzały to, o czym myślą – również starali się uporządkować ten incydent z nauczycielką i mało, co udało się z nimi porozmawiać.
Odkąd mój tata stanowczo obwieścił, że przeprowadzamy się do stolicy, to moje życie stanęło na głowie. Tajemniczy Las Zemsty, sytuacja z Mikołajczykową… To wszystko było oddzielnym puzzlem! Po prostu trzeba żyć dalej i czekać na następne części tej układanki.
Przestraszyły mnie same wspomnienia o tym lesie. Zobaczyłam wtedy rudego lisa o wzroście, co najmniej dorosłego konia, dziwne, nie? Również usłyszałam tam warkot samochodu, a nie sądzę, żeby „duszek”, który sobie niby mieszka w tym lesie korzystał z takiej formy transportu. Zaczęłam podejrzewać, że tą legendę zmyślił jakiś koleś, który chce coś zrobić z domem, który znajduje się w puszczy.
Gdy tylko usiedliśmy do stołu, a ja dopiero zdążyłam powiesić torbę na oparciu siedzenia, Patrycja zaczęła nawijać:
– Ostatnio miałam niezwykły sen. O jakiś drzwiach i strasznym świetle, a potem usłyszałam bardzo głośną rozmowę Alicji i Amandy – spojrzała się na mnie i moją współlokatorkę lekko wściekłym wzrokiem. – No i się obudziłam.
„Nie wierzę!”.
To było niemożliwe… Z Patką nie miałam żadnej więzi rodzinnej, a jednak wyśniła nam się taka sama scenka. Teraz, to już naprawdę nie wiem, co tu jest grane. Odkąd dowiedziałam się, że czeka mnie wyprowadzka do Warszawy, to w mojej głowie pojawił się pewien plan. Nauka, studia i praca, rodzina, czyli normalny bieg historii naszego życia. Ale nawet nie wyobraziłam sobie, że w ciągu kilku pierwszych dni w tym internacie wydarzy się tyle niezwykłych rzeczy. Po prostu tego nie pojmowałam…
– Miałam podobny – wypaliłam bez namysłu, po czym ukroiłam kawałek kotleta.
– Serio? – zapytała z wyraźnym zdziwieniem. – Dość dziwne – wymamrotała pod nosem.
– I to jak – zakpił Dawid.
– Przestań – odpowiedziała mu, jak siostra do starszego brata, gdy ten zabierał jej zabawki, Patrycja.
– Jesteście jak stare, dobre małżeństwo – szybko skojarzyła Alicja, uśmiechając się do nich obojga.
Wszyscy załapali bakcyla i zaczęli się donośnie śmiać zupełnie z niczego, a nie ominęło to nawet mnie. Patrycja i Dawid, aż kipieli ze złości. Gdybyśmy nie byli ich przyjaciółmi, to pewnie za minutę rozerwaliby nas ze skóry.
– Co racja, to racja – przyznałam.
Gdy już zdążyliśmy się opanować nastała grobowa cisza, bo wszyscy zajadali się nadzwyczaj smacznym obiadem. W czasie popijania jedzenia, zadzwoniła mi komórka, która od rana spoczywała w mojej torbie. Przełknęłam końcówkę obiadu i odebrałam telefon, który wydawał się kipieć ze złości, że nie postanowiłam podnieść słuchawki trochę wcześniej.
– Halo? – spytałam głupio, wciąż przełykając kompot.
– Hej, Dusiu – od razu poznałam, że to moja mama, bo kto inny używa tego przezwiska? – Jak się czujesz? Wszystko w porządku? Fajnie jest Ci w tej szkole? Masz już przyjaciół?
– Za dużo pytań naraz, mamo – powiedziałam uśmiechając się do samej siebie. – Jest spoko. Zdążyłam się zaprzyjaźnić już z Alą i Patrycją.
Chłopaki spojrzeli na mnie wściekłym wzrokiem.
– I oczywiście jeszcze z Dawidem i Mateuszem – dodałam szybko. – A co u was? Bliźniaki zdążyli już zepsuć sprzęty w domu, hm?
– Tak, popsuli już wiele rzeczy, zresztą jak zwykle – wymamrotała prawie niezrozumiale. – U nas nic ciekawego się nie dzieje. Tata późno wraca z pracy, Monika siedzi na telefonie przez cały czas, a nasi chłopcy mają już kilka uwag za „terroryzowanie szkoły” i „zakłócanie spokoju na przerwach oraz lekcjach”.
– Czyli nic nadzwyczajnego – zażartowałam, opierając się o oparcie mojego krzesło. – A ja właśnie jem obiad.
– No dobra, Dusiu. Dzisiaj sobie nie pogadamy, bo naprawdę jestem teraz zajęta. Mam za dużo rzeczy na głowie. Pa!
Jak może zauważyliście – mama zadzwoniła i dosłownie kilka sekund po tym się rozłączyła, a na dodatek się z nią nie pożegnałam, tradycyjnie…
Prędko schowałam komórkę do torby, starając się zjeść następny kęs mojego obiadu, gdy nagle z głośników dobiegł głos dyrektora szkoły:
– Drodzy uczniowie i nauczyciele. Ostatnimi czasy zaistniała bardzo zaskakująca sytuacja z panią Mikołajczykową. Otóż to została ona znaleziona przez trzecioklasistów, gdy leżała nieprzytomna w sali numer jedenaście. Proszę o niezamartwianie się o naszą nauczycielkę, gdyż można liczyć na jej szybki powrót do zdrowia. Aktualnie przebywa w pobliskim szpitalu. Wszystkie klasy, które mają zajęcia z panią Mikołajczykową będą miały organizowane zastępstwa. Dziękuję za uwagę i smacznego.
Na sali wszyscy zaczęli nerwowo rozmawiać i tylko nasz stolik siedział w ciszy.  Miałam nadzieję, że krok po kroczku zapomnę o tym wszystkim, co się dotychczas wydarzyło i będę mogła normalnie żyć. Niestety mój plan był niewypałem, więc byłam zmuszona stanąć w miejscu i oczekiwać na to, co dla mnie zaplanuje los.
– Ale… Ale jak to? – wydusiłam z siebie.
– Normalnie. Zaczynam się tego wszystkiego szczerze bać – wyznała Patka, wypijając kolejny łyk kompotu.
– Ja też – cicho wymamrotała Alicja.
– A ja nie – uśmiechnął się Dawid. – Tak się cieszę, że nie ma Mikołajczykowej…  Nawet z tego szczęścia zaraz chyba pójdę do biblioteki.
– Ty w bibliotece? – zdziwiła się Ala. – Ty nawet czytać nie umiesz.
– A właśnie, że umiem – burknął, krojąc następny kawałek kotleta.
– Świetny pomysł – powiedziałam, omijając fragment rozmowy moich przyjaciół. – Akurat dzisiaj muszę pójść do biblioteki, bo nie mam co robić w wolnym czasie i może sobie poczytam.
– Mogę Ci pożyczyć „Na pokładzie Titanica” Bianc’i Turetsky, jak chcesz.
– Nie, dzięki. Chyba już to kiedyś czytałam.  A tak w ogóle, to może zbierajmy się już, bo zaraz będzie dzwonek.
– Jak chcesz – rzekł Mateusz.
Wszyscy wzięliśmy swoje talerze po zaskakująco dobrym obiedzie i z uśmiechem na twarzy odłożyliśmy je do okienka, gdzie należało oddać brudne naczynia. Wśród rozmowy o bibliotece, poszliśmy w stronę głównych schodów, by udać się na 1 piętro, gdzie miały odbyć się nasze następne zajęcia. W czasie wspólnej, króciutkiej przechadzki, natknęliśmy się na otwarte drzwi od gabinetu dyrektora. Bardzo łatwo można było usłyszeć kawałki rozmowy, która aktualnie odbywała się w pomieszczeniu.
– Może w Grecji…
– Bóg to wie.
Po chwili namysłu odgadłam, że rozmowę prowadził pan Kwieciński, czyli dyrektor szkoły, oraz opiekun Domu Bliźniaków, pan Artur.
Pan Artur był kompletnie bezlitosny wobec uczniów. Nigdy nie pozwalał poruszać się między pokojami po ciszy nocnej ani rozmawiać późnym wieczorem. Codziennie patrolował piętra i dawał każdemu kary za najgłupsze przewinienia. Był to mężczyzna w wieku około czterdziestu pięciu lat. Na głowie miał kilka siwych włosów, które z daleka wydawały się prawie niewidoczne. Jego oczy były koloru błękitnego, bardzo przypominającego czyste morze. Posiadał przerażający wzrok, zupełnie jak pani Mikołajczykowa.
Miałam wścibską ochotę usłyszenia ciągu tej rozmowy. Teraz, to nie ja kierowałam sobą, lecz manipulowało mną tajemnicze „coś”, takie samo jakie prowadziło mnie we śnie.
Wyciągnęłam rękę do moich przyjaciół, aby nie szli już dalej i po cichutku ukryli się za drzwiami. Mateusz automatycznie zaczął jęczeć i pytać się, o co mi chodzi, ale ja go tylko co chwilę uciszałam, nie dając dojść do słowa. Reszta paczki stała cicho, zapewne wiedząc co chcę zrobić.

Dodał(a) Maja B
Dnia czwartek, 01 Sierpień 2013
Kategoria Poezja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.