*Amanda i Tiara Arkadiusza*

Rozdział 3. – „Dziwne zachowanie historyczki”.

Na parterze było dość normalnie – drewniana podłoga i jasne ściany, czyli nic nadzwyczajnego. Zauważyłam też tutaj dwie łazienki i aż przeszedł mnie dreszcz na myśl, że może co wieczór będą tu kilometrowe  kolejki. Ale od razu rozwiałam te myśli i skupiłam się na słowach nauczycielki, która wyjaśniała nam, iż na parterze znajdziemy Tablicę Ogłoszeń, gdzie zamieszczone są listy z mieszkańcami poszczególnych pokoi. Po tym, jak blondynka wyszła przez duże drzwi wszyscy (łącznie ze mną) rzucili się na przód, żeby jak najszybciej zobaczyć, gdzie będą musieli zapadać w ten nędzny sen i spędzać przez nas niezagospodarowany czas.

Trafiła mi się magiczna czwóreczka, w której miałam mieszkać z dwoma dziewczynami, a mianowicie z Alicją Biernat oraz Patrycją Krawczyk. Imię jednej ze współlokatorek przywoływało wspomnienia z „podstawówki”, gdy przyjaźniłam się z pewną Alą, ale po jakimś czasie ona się przeniosła do innej szkoły i bum, koniec przyjaźni!
Chociaż moje „małe mieszkanko” znajdowało się na pierwszym piętrze, to bardzo trudno było mi je znaleźć. Krążyłam poszukując tej czwórki na drzwiach, ale dopiero po kilku minutach zdołałam dojść do celu.
Pokój był pomalowany na zielono-pomarańczowo, czyli na tradycyjne kolory, jeśli chodzi o szkołę. Znajdowały się tutaj dwa łóżka piętrowe, ogromne biurko oraz wysoka szafa, która chowała się w ciemnym kącie pomieszczenia. Na parapecie stało kilka niezapalonych świeczuszek i mały wazonik z bukiecikiem kwiatów, który dodawał pokojowi nadzwyczajnego uroku.
Obydwie dziewczyny siedziały na swoich łóżkach i gadały, i śmiały się z prawie każdego słowa, które wypłynęło z ich warg. Jedna miała otwarte kilkanaście książek, a druga klikała, co jakiś czas w klawiaturkę notebooka, nie przerywając rozmowy. Dopiero po długiej chwili oczy moich nowych współlokatorek mnie zlokalizowały. Z początku miny miały ponure, ale tylko badawczo mnie obejrzały i na ich twarzach można było zobaczyć nie uśmiech, a promieniujące słońce.
– Hej. Ty pewnie jesteś Amanda, nie? – zapytała niepewnie blondynka o szarych oczach.
– Ja jestem Alicja, a to Patka. I od razu wiedz, że zryjemy Ci psychikę już po pierwszym tygodniu.
– Ej, Ala nie zniechęcaj jej, wiedźmo z piekła rodem – cichutko i dyskretnie zaśmiała się Patrycja. – Bo dziewczyna się jeszcze do nas zrazi.
Od razu po wypowiedzeniu tych dwóch zdań moja nowa współlokatorka wróciła do zawziętej nauki.
– Nie zrażę, wręcz uwielbiam jak ktoś mi ryje psychikę – zażartowałam nieśmiało i odłożyłam walizkę na bok.
Spokojnie usiadłam na pobliskim łóżku i zaczęłam zadawać pytania, spoglądając raz na jedną, raz na drugą.
– Od kiedy jesteście w internacie?
– Ja tu kibluję już od pierwszej klasy i szczerzę zaczynam nienawidzić to miejsce. A Patka – spojrzała ukradkiem oka na zaczytaną koleżankę – jest tutaj dopiero od roku.
Dziewczyna wciąż latała oczami po tekście pożółkłych kartek, zapewne nie wiedząc, co się wokół niej dzieje. Wiem, jak to jest czytać książkę, chociaż w życiu przeczytałam ich bardzo mało. Wtedy znajdujesz się w innym świecie, a w twojej wyobraźni przewijają się te wszystkie postacie i miejsca.
– Coś mało masz ciuchów. Jak ty się pomieściłaś w tej walizeczce? – Ala obejrzała mój bagaż. – Na pewno czegoś zapomniałaś.
Przeniosłam wzrok na moje tobołki, które wbrew słowom Alicji były ogromne. Spakowałam wszystko, co było możliwe, więcej już się nie chciało pomieścić!
– Mało? Dziewczyno, błagam Cię. Tego moje oczy nawet nie mogą objąć – prawie wykrzyknęłam ze śmiechem w głosie.
– No dobra – zaczęła Patrycja. – Usiadłaś na to łóżko, więc jest twoje. W szafie, tej w kącie, masz całą kolumnę na ubrania. I masz jeszcze kawałek biurka, ale my to zazwyczaj lekcje robimy na podłodze lub na łóżku, ale nie wiem jak ty. Nas jest trójka, miejsca do spania są cztery, a to dlatego że nikogo nie znaleźli na to miejsce, raczej lepiej, nie?
– Ehe – przytaknęłam, nie nadążając za jej słowami. – Będzie ekstra.
– Żebyś się nie zdziwiła – mruknęła blondynka. – Nauczyciele są jak sowy, wiedzą wszystko, więc lepiej nie podskakuj…
– Tak, jak Ala w tamtym roku – przerwała jej Patrycja.
– Eee tam! To, to było nic.
– Nic?! Przekroczyłaś wszystkie punkty z regulaminu szkol…
– Bla, bla, bla – naśladowała ręką usta. – Skończmy temat, chociaż to było serio genialne Patka, a zasady są po to, żeby je łamać. Tylko ty ich przestrzegasz – dodała po chwili.
– Tak. Niestety.
Zapadła grobowa cisza, każdy wpatrywał się w każdego. Mimo, że w mojej głowie rosło tyle pytań nie potrafiłam ich wydusić z siebie. Alicja spoglądała na ekran swojego notebooka i co jakiś czas na mnie i Patrycję.
– Idziesz na jakieś dodatkowe? – spytała po chwili Patka.
– Ja? No, ale raczej tylko na artystyczne, bo tak to mi się nie chce – odpowiedziałam, rozkładając się na całym łóżku, które cichutko poskrzypywało.
– A ty, Ala? Znowu na muzyczne?
– Taa. Bo na jakie inne? Reszta, to same badziewia. – Spojrzała na mnie i Patrycję. – Bez urazy – skrzywiła się. – Moja mama lubiła tańczyć, śpiewać itepe. Ja chyba przez nią, tak bardzo lubię muzykę i w ogóle.
Patrycji napłynęły łzy do oczu. Przeglądała książkę, jakby chciała tylko obejrzeć literki, a nie przeczytać ją i zrozumieć. Zamknęła ją dopiero, gdy cała zalała się łzami, a one zaczęły powoli skapywać na skórzaną okładkę.
– Oj, Patka – zaczęła Ala przymilnym głosem. – Nie powracaj do przeszłości. Dobrze wiesz, że tego nie zmienisz. Musisz żyć dalej, no niestety.
Kompletnie nie wiedziałam, o co im chodzi (zresztą jak zwykle), więc zaczęłam się wsłuchiwać w słowa pocieszenia, które wypływały z ust Alicji, jak piosenka.
– Co się stało? – spytałam głupio, gdy Patrycja już trochę się uspokoiła.
– Bo…Bb… Bo moja ma… –  Zaczęła i już rozryczała się na dobre.
Nie była w stanie tego z siebie wykrztusić, więc Ala (wciąż ją pocieszając) zaczęła mi wszystko tłumaczyć.
– Jej mama zginęła w te wakacje w wypadku samochodowym. Ma teraz tylko ojca, nas i… – spojrzała głęboko w oczy swojej zapłakanej przyjaciółki. – I niezwykły talent, oczywiście.
Dokładnie wyrecytowała każde słowo, że aż zdążyłam je wszystkie dobrze przeanalizować.
– J… Jaki talent, wiedźmo z piekła rodem? – zaszlochała.
Ala tylko się uśmiechnęła, zakołysała Patrycją i szybko odpowiedziała:
– Literacki. Gdybyś wiedziała jej ee… scenariusze, nie? – zwróciła się do mnie. – I opowieści, i wiersze itede., to byś na pewno oszalała na ich punkcie. Przeczytałam je, a jestem z tych osób, które na widok książek od razu mówią „ble” i z tych, co uwielbiają poleniuchować.
– Potwierdzam – podniosła rękę Patka. – Większego lenia nie znam.
Wszystkie trzy zaczęłyśmy się bardzo głośno śmiać, aż pewnie słychać nas było w innych pokojach, ale nie zaprzątałyśmy sobie tym głowy. A teraz nadeszło moje pięć minut, których szczerze nienawidziłam. Pospiesznie streściłam moje „stare życie”, do którego zaliczam Gdańsk i (omijając pewne przygody) opowiedziałam o nudnej drodze z Trójmiasta do stolicy. Dziewczyny słuchały uważnie, a Alicja co jakiś czas wytyczała z tego wszystkiego najśmieszniejsze sprawy.
Po szybkim rozpakowaniu się i bardzo długiej rozmowie z nowymi przyjaciółkami zadzwonił dzwonek, który obwieszczał kolację. Podali nam klopsy z ryżem, czyli jednym słowem „fuj”. Dziewczyny poszły w stronę stolika, który stał w rogu, a przy nim już się zajadało dwóch chłopaków. Skoro Ala i Patrycja tam idą, to pewnie ich znają, bo jakby inaczej!
Gdy tylko zbliżyłyśmy się do nich, to Alicja zaczęła nawijać:
– Amanda, to jest Dawid – wskazała niebieskookiego blondyna – a to Mateusz – przeniosłam wzrok na drugiego chłopaka, który zupełnie wyróżniał się swoimi brązowymi włosami i ciemnymi oczami. – Chłopaki, to jest Amanda, nasza nowa współlokatorka – tym razem pokazała na mnie.
Byłam trochę skrępowana, ale po chwili zauważyłam, że Dawid jest bardzo charyzmatyczny i przyjemnie się z nim rozmawia. Mateusz, który cały czas gadał uciszonym głosem z Patrycją, wydał się tym spokojniejszym, zupełnie różniącym się od wybuchowej Ali i słownego Dawida. Ciągle grzebałam w jedzeniu, myśląc o odmiennym świecie, a jak może się domyślacie  – o starym życiu, o spotkaniach na plaży, o wieczornym śmiechu moich dawnych znajomych. Wszystkie wspomnienia mnie dobijały, a najbardziej to, że więcej nie będę mogła pójść z nimi na plażę, wspólnie się pośmiać. Teraz wszystko jest takie obce, dopiero zrobiłam kilka małych kroczków, jeśli chodzi o nowe życie, a jeszcze muszę nauczyć się mówić…

***
– Patrycja i Mateusz są razem? – wypaliłam do Ali, gdy Patka się kąpała i nie była w zasięgu mojego głosu.

Ona spojrzała się na mnie znad ekranu swojego białego notebooka i przez chwilę przebiła mnie wzrokiem, zupełnie jak mieczem.
– Nie, no coś ty. Zgłupiałaś? Niby mogliby być razem, ale ja tam nie wiem. Jej się spytaj – odpowiedziała obojętnie.
– Wolę z nią nie poruszać tego tematu, ale i tak byliby genialną parą.
– Taa – wymamrotała, dalej klikając w klawiaturę laptopa.
Od razu rozpoznałam, że Ala jakoś szczególnie nie pali się do rozmowy na ten temat, więc ponownie wzięłam się za szkicowanie nie wiadomo czego w moim zeszycie. Zapewne robiłam to z nudów, bo jakby inaczej.
Dopiero około godziny pierwszej w nocy wszystkie położyłyśmy się spać. Żarty, straszne historie, krótkie opowiadania o codzienności stały się przewodnią dzisiejszego wieczoru.
Śniła mi się dość dziwna scenka. Szłam ciemnym korytarzem, w którym wyczułam stęchliznę oraz wiele innych nieprzyjemnych zapachów. Widziałam tylko ogromne drzwi,  wykonane z kamienia, na których widniał biały napis:

Zmądrzeje jeden, zgłupieje drugi.

Nie do końca rozumiałam te słowa. Chciałam szybko dostać się za ramę tych drzwi i zobaczyć, co tam jest. Jak zwykle zżerała mnie ciekawość. Czułam się nie na siłach. Czułam, jakby ktoś mnie trzymał, a ja starałam się wyrwać z jego objęć.
Po kilku minutach doszłam do wniosku, że siłuję się z powietrzem i że jakaś moc po prostu nie chciała, żebym zobaczyła, co kryje się za tymi tajemniczymi drzwiami. Napis, który widniał na wejściu zdawał się wić po nich, jak bielutki wąż. W sekundę uderzył mnie zapach wanilii i maliny. Wszystko wydawało się być takie dziwne, najpierw czułam stęchliznę, a potem cudowne aromaty, którym trudno stawić opór.
Nagle drzwi same się otworzyły. W pokoju paliła się mała lampka, obok której siedziała ciemna postać. Nie mogłam zinterpretować jej wyglądu. Moje serce napełniło się strachem, a zarazem ogromną ciekawością.
„Kimkolwiek jest ten człowiek, to na pewno nie potrafi się bić” – myślałam dla dodania otuchy.
Zebrałam się na odwagę. i zaczęłam swobodnie iść w stronę otwartych wrót. Ze strachu przystanęłam w progu drzwi. Oddychałam bardzo głęboko, wciąż licząc każdy swój oddech. Cały czas nie byłam w stanie zobaczyć twarzy „tajemniczej osóbki”. Siedział a ona na zakurzonym biurku i lekko muskała palcem blat.
Poczułam na swoich plecach czyjś wzrok, więc automatycznie się odwróciłam. Jasny blask światła rzucił mi się w oczy. Przypominał mi on gorące wakacje we Włoszech. Nic nie mogłam zobaczyć, nic, nic, nic…
Obudziłam się cała zlana potem. W pokoju było już całkiem jasno. Patrycja jeszcze spała na sąsiednim łóżku, ale wyrko Ali było opuszczone, zostawione na pastwę losu. Przetarłam oczy, podejrzewając się o jakieś zwidy, lecz Alicji naprawdę nie było. Za oknem pojawiało się coraz więcej promieni słońca. Na moim zegarku, z którym nigdy się nie rozstawałam i aktualnie miałam go na ręku była godzina 6:36, a mój budzik miał zadzwonić dokładnie za 4 minuty. Po co tak wcześnie wstawałam? Chciałam szybko się „ogarnąć” i porysować, żeby nie marnować cennego czasu na sen.
Wiedziałam, że nie zdołam już zasnąć, więc na paluszkach wstałam z łóżka, żeby nie obudzić Patrycji i poszłam w stronę szafy. W czasie, gdy wybierałam porządne ciuchy do pokoju weszła uśmiechnięta Ala. Była już ubrana, ale najbardziej mnie ciekawiło, gdzie się włóczyła. Na pewno nie była w toalecie, bo nie wzięła ze sobą kosmetyczki.
– Hej. Już wstałaś? Wyglądałaś mi na śpiocha – powiedziała, po czym zamknęła za sobą drzwi.
Uśmiechnęłam się, rozmyślając nad odpowiedzią.
– Eee… Tak, już wstałam. Lubię spokojnie się ubrać itede. A gdzie się szwendałaś? – wymknęło mi się.
– Ja? Byłam w kuchni i zjadłam sobie jabłko. Normalka.
– Aha.
Rozmawiałyśmy dość głośno, więc Patka zdążyła już się przebudzić. Gdy usiadła na łóżku i wyciągnęła ręce w górę oraz porządnie ziewnęła, to od razu sennym głosem zaczęła mówić:
– Co to za hałasy? Człowiekowi spać nie dacie?
– Wstawaj! Już jest prawie siódma! – wykrzyknęła Ala, spoglądając na swoją komórkę.
– Oj, spadaj. Spać mi się chce – ziewnęła i z powrotem zwinęła się w kulkę, zamykając oczy.
– Nie ma spania! – krzyknęła.
Alicja rzuciła się na łóżko Patrycji i zaczęła ją gilgotać, nie przestając mówić:
– Wstajemy, wstajemy… Nie ma spania, Patka!
Po pewnym czasie obie dziewczyny przeturlały się na podłogę. Śmiałam się razem z nimi, po czym weszłam między nie, żeby je rozdzielić, a one zaczęły mnie łaskotać. Po kilku sekundach poczułam, że jak najszybciej muszę skorzystać z toalety.

***

Śniadanie rozpoczynało się tuż przed ósmą rano. Usiadłyśmy, jak ostatnio z Dawidem oraz Mateuszem przy jednym stoliku, który oczywiście mieścił się w najbardziej niewidocznym kącie stołówki. Do miseczki nałożyłam sobie musli i zaczęłam wsłuchiwać się w rozmowę Patrycji i Ali.
– Wczoraj dostałam niesamowitej weny – trajkotała Patka. – Zaczęłam pisać nowe opowiadanie. Teraz, to niestety będę miała mniej czasu, bo jeszcze doszła szkoła.
Alicja przytakiwała jej na wszystko – „Aha”, „ehem”, „fajnie” lub „okropne!”. Reszta paczki jadła w ciszy. Nawet Dawid, któremu buzia nigdy się nie zamykała siedział, powoli przełykając swoje kanapki i wciąż wpatrując się daleko przed siebie.
– O kurde! Dzisiaj mamy pierwszą historię! – krzyknął niezadowolony Mateusz. – Czemu ta dyrekcja, tak bardzo nas nienawidzi?
– Jakiś koszmar. Mam nadzieję, że w tym roku mamy tą nową nauczycielkę, Stachurską – rzekł Dawid.
– Na bank ją dali do młodszych klas, a my będziemy musieli wysłuchiwać wrzasków Mikołajczykowej – wydusiła z siebie Ala, przełykając kanapkę z dżemem.
– Możliwe. Ale może dyro się nad nami zlitował i dał nam panią Stachurską. Za to, że byliśmy taaacy grzeczni w zeszłym roku – podsunęła Patka.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
– My?! Grzeczni?! Pierwsze słyszę. Prędzej dostanę szóstkę z chemii albo z każdego innego przedmiotu, niż nasza dyrekcja da nam prezent za bycie grzecznym – zażartował blondyn.
Usłyszałam dzwonek, który obwieszczał lekcje, więc szybko wzięłam miseczkę po prędko zjedzonym musli i zawiesiłam sobie torbę na ramię, po czym oddałam naczynie kucharce.
Jak już wspomniał Mateusz, pierwszą lekcją była historia. W mojej dawnej szkole był to jeden z moich ulubionych przedmiotów, ale reszta mojej paczki wyraźnie go nienawidziła i najchętniej usunęłaby ten przedmiot z listy obowiązkowych.
– Siedzisz ze mną? – spytała się Ala, stojąc przed salą.
Ja kompletnie nie wiedząc, co odpowiedzieć, zdołałam wykrztusić z siebie tylko zwykłe „tak”.
Nigdy wcześniej nie zastanawiałam się z kim będę siedzieć na różnych przedmiotach. Na pewno postaram się siadać ze znajomymi albo samej.
Sala od historii była niezwykła. Brązowe ściany i piękne białe kafelki, które błyszczały na podłodze dodawały jej uroku. Na przeciwko drzwi stało kilkanaście regałów, gdzie zostały ułożone przeróżne atlasy historyczne i stare rzeczy, między innymi – średniowieczny hełm, miniaturka Zamku w Malborku i podobizna Józefa Wybickiego. W pomieszczeniu ustawiono kilka ławek, znajdowała się tam również tablica interaktywna oraz biurko dla nauczyciela.
– Wow – wykrztusiłam z siebie na powitanie mojej nowej sali od historii..
– Normalka – szepnęła Ala.
– Ta szkoła jest jak marzenie. W Gdańsku nie mieliśmy nawet tablicy interaktywnej ani takich gadżetów.
– Nie ma czego się dziwić, Amuś. Mogę Ci mówić „Amuś”?
„No świetnie. Następna przymilna ksywa! Czemu ten świat tak bardzo mnie nienawidzi?”.
– Tak, oczywiście – wymamrotałam.
Na widok stojącej przy tablicy nauczycielki od historii, Dawid pisnął:
– O nie! Ta buda jest do bani.
Zapewne była to pani Mikołajczykowa. Wyglądała trochę przerażająco, więc nie rozumiałam, jak mogli pozwolić takiej osobie pracować z nastolatkami. Puszysta kobieta z czarnymi włosami i ciemnozielonymi oczami, to właśnie ona. Była ubrana w ciemne spodnie i całkowicie białą marynarkę, która świetnie współgrała z jej oliwkową cerą. Przypominała mi wampirzycę, która w każdej chwili może zaatakować.
Wszyscy moi znajomi usiedli na samym końcu sali, a ja wraz z nimi usadowiłam się na ostatnim krzesełku.
Nasza klasa liczyła około piętnastu osób, jak każda w tej szkole. Przeważała tu ilość dziewczyn, których było aż dziesięć. Od razu poznałam, że jesteśmy nieogarniętą klasą, może nawet najgłośniejszą w całej budzie. Patrycja opowiadała, że niedługo ma do nas przyjechać chłopak na wymianę z Ameryki. A wtedy nie tylko będziemy najgłośniejszą klasą, ale też i największą.
W pomieszczeniu nastała grobowa cisza. Słyszałam tylko oddechy uczniów i pracę laptopa, którego niedawno włączyła historyczka.
Na tablicy wyświetlił się cały alfabet grecki. Trochę go znałam, a mówiąc „trochę” mam na myśli trzy pierwsze literki. Jeżeli będą nam kazać nauczyć się tego wszystkiego, to chyba popełnię samobójstwo.
– No dobrze – zaczęła pani Mikołajczykowa, świdrując każdego swoim przerażającym wzrokiem. – Dzisiaj musimy powtórzyć sobie ten oto alfabet, który macie na tablicy. Na pewno wiecie, że pierwszą literą jest alfa, drugą beta, a trzecią jest gamma, tak?
Nauczycielka już zaczęła otwierać usta, żeby samej sobie odpowiedzieć na to pytanie, ale tajemnicze „coś” jej nie pozwoliło. Nagle jej oczy zaczęły zmieniać swoją barwę z brudnej zieleni w zupełnie czyste złoto. Patrzyła bardzo daleko, wydawało się jakby szukała czegoś między ścianami naszej sali. Ręce historyczki powoli i niezgrabnymi ruchami zaczęły układać się wzdłuż talii. Zupełnie jak u robota, którego ktoś wyłączył bez uprzedzenia. Sylwetka kobiety o kształcie „jabłuszka” była już prostą linią.
Wszyscy uczniowie odsunęli krzesła do tyłu, żeby lepiej się temu wszystkiemu przyjrzeć. Niektórzy wydali z siebie dziwny krzyk. Powinnam teraz wrzasnąć, coś w stylu:
– Co się stało? Ej, pobudka!
Lub:
– Uciekajmy! Na co czekacie?
Złapałam moją torbę i zaczęłam biec w stronę drzwi. Dziewczyna z naszej klasy nerwowo otwierała wyjście, cała się trzęsąc, gdy nagle odezwał się basowy głos, a moje oczy powędrowały w stronę naszej nauczycielki:
– Nie zdołacie mnie powstrzymać. Pewnego dnia o północy odrodzę się, zdobędę to i pokonam was. Odrodzę się z krwi Idealnej Ofiary.

Dodał(a) Maja B
Dnia czwartek, 01 Sierpień 2013
Kategoria Poezja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Google/Bing/Yandex Translate